czwartek, 19 lutego 2015

Epilog.

Piłka wpadła w boisko przeciwnika. Mój pierwszy mecz w barwach Developresu. Piłka meczowa przy stanie 23:24. Moja zagrywka. Słyszałam doping publiczności i głos komentatora niewyraźnie. Za to serce chyba biło w mojej głowie. Stanęłam w miejscu na zagrywkę i spojrzałam na publikę po lewej stronie. Siedzieli oni. Moi, najukochańsi. Może nie wszyscy w komplecie ale moi.
Mój Wujek. Tyle razy mnie wspierał, ćwiczył ze mną grę, przytulał, ocierał łzy, bawił się ze mną, drażnił. Jest moim największym autorytetem do dziś. I patrzył na mnie z miłością.
Kubi. Pomyśleć, że była afera ze zdjęciami, kiedy tylko dobrze się bawiliśmy, ale dzięki temu poznałam jego przemiłą narzeczoną Monikę. była teraz razem z nim. Oboje patrzyli na mnie, z dumą.
Fabian. Mimo tych wszystkich zakrętów wyszliśmy na prostą. Jesteśmy teraz przyjaciółmi. Zrozumiał wszystko. Bardzo wyrozumiały. I poznał dziewczynę, z którą teraz oglądał mój pierwszy mecz. I patrzył z wyczekiwaniem.
Andrea. Tak! Sam trener Anastasi zaszczycił mnie swoją obecnością. Ile ja zawdzięczam temu człowiekowi to głowa mała. Patrzył w moją stronę z kamiennym skupieniem, wiarą i lekkim, zachęcającym uśmiechem.
Kurek, Nowakowski, Bartman, Żygadło, Jarosz. Wszyscy patrzyli, aż zaserwuje.

Wrona. No tak, ta osoba patrzyła na mnie jednocześnie z miłością, dumą, wyczekiwaniem, wiarą i niezaburzonym spokojem. Wiedział, że mi się uda. Co ja bym bez niego zrobiła. Takie wsparcie, prawie jak mój wujek. Stał się jeszcze ważniejszy. Myślę, że moglibyśmy spróbować więcej. Zaproponuje to niedługo. Wiem, że czeka na moją odpowiedź, a teraz czeka na moją zagrywkę wraz z innymi.

Jakimś cudem usłyszałam gwizdek, który przebił się przez moje myśli. Odwróciłam wzrok od najważniejszych osób.
Podrzut.
Wyskok.
Uderzenie.
- AS SERWISOWY ALICJI IGNACZAK NASZEGO NOWEGO NABYTKU! I WYGRYWAMY MECZ 3:0! - usłyszałam krzyk spikara. W jednym momencie podbiegły do mnie wszystkie dziewczyny, wszystko działo się tak szybko. Podbiegłam do siatkarzy, którzy już stali przy bandach. Wrona przeskoczył je i wtargnął na boisko biorąc mnie w objęcia i kręcąc wokół własnej osi.
Byłam szczęśliwa.
BO PRZECIEŻ SZCZĘŚCIE SPOTYKA KAŻDEGO!

Koniec.



*
Ta dam. To koniec przygód Alicji Ignaczak.
Na samym początku chciałabym przeprosić Was wszystkich. Za to, że ta historia tak długo się ciągnęła. Miałam wzloty i upadki. Nie wiem ilu z Was wytrzymało z tą historią i nie zapomniało o niej, ale chciałabym przeprosić wszystkich, że kazałam Wam czekać tak długo na rozdziały.
Postanowiłam zakończyć to opowiadanie troszeczkę inaczej niż zaplanowałam.
Ala miała się nigdy nie zakochać, ale życie pisze różne scenariusze. Historia zakończyła się jednak tak jak to planowałam od samego początku. Taki epilog miałam w głowie od pierwszych rozdziałów.
Chciałabym podziękować za każdy komentarz i za każde odwiedzenie tego bloga.
Dziękuję za to wsparcie, że postanowiliście znowu czytać moje wypociny.

Żegnam się teraz z Wami. Nie wiem czy na zawsze czy jeszcze się tutaj pojawię. Może kiedyś zobaczycie jeszcze moje historie. Wątpię jednak, że będę je pisała o siatkarzach. Chyba z tego wyrosłam. Jednak dziękuję Wam bardzo za poświęcony czas.

Do zobaczenia! Irish Girl <3

23. Smak porażek i smak zwycięstwa.

- Mam numerek 54, kto jest tym szczęśliwcem, który obok mnie siedzi? - zapytałam podnosząc bilet w poczekalni na Okęciu. Właśnie wszyscy spotkaliśmy się po dwóch dniach przerwy od treningów i turnieju. W domu Ignaczaków czuję, że żyję. Dominika i Sebastian sprawiają, że dom cały czas jest pełny i nie można się tam nudzić. Iwona i Krzysiek kochają się tak bardzo, że widać to w ich oczach i miło się na nich patrzy. Mogłabym zamieszkać tam na zawsze. Jednak trzeba wrócić do rzeczywistości, bo okazało się, co za szczęśliwiec obok mnie siedzi.
- Jaaaaaaaaaaaaaaa! Ja mam szczęśliwy bilet i siedzę obok ciebie, cieszysz się? - Wrona aż podskakiwał.
- Cieszę się, nawet bardzo! - uśmiechnęłam się do niego, a później zwróciłam się do reszty szeptem. - Nie chce się ktoś z nim zamienić? - wszyscy wybuchnęli śmiechem, a Andrzej się naburmuszył troszeczkę. Pogłaskałam go i ostatecznie leciałam z nim. Zasnęłam zaraz na początku lotu i przespałam cały, więc Wronek nie miał ze mnie zbyt wiele pożytku. Po podróży byłam taka przymulona, że rozruszałam się dopiero na treningu, kiedy latałam za piłkami. Panowie postanowili, że dzisiaj z nimi też troszeczkę pogram oprócz sędziowania, więc rozgrzałam sobie mięśnie i zaczęłam a nimi grać. Wyobijali mnie, bardzo. Będę miała siniaki na całym ciele.
- Wypadasz z formy. - syknął mi w ucho Wronek.
- Odezwał się ten który miał dzisiaj skuteczność 10%. - odpyskowałam mu, bo jakaś wkurzona chodziłam cały dzień. Wyżyłam się na piłce, ale jakoś nie miałam ochoty na rozmowę z nikim. W hotelowym pokoju zamknęłam się na klucz i nie odpowiadałam na sms-y siatkarzy, a wszystkie połączenia od nich odrzucałam. W końcu postanowili całą pielgrzymką przyjść pod drzwi mojego pokoju. Pukanie nie pozwalało mi spać. Wstałam z łóżka. Boso, w szarych spodniach od dresu, czarnej koszulce w rozwalonym koku i z rozmytym makijażem otworzyłam im drzwi.
- Czego? - warknęłam. Ujrzałam kilka par oczu.
- Mamy coś dla ciebie. - oznajmił Michał Kubiak.
- Nie zawracajcie mi dupy, ok? - powiedziałam niemiło.
- Lody czekoladowe, milka i chipsy cebulowe też nie są miło widziane? - zapytał Wrona i razem z Fabianem pokazali ukryte za plecami słodycze.
- No dobraaa... Wejdźcie. - stwierdziłam. Mój pokój zaludnili: Kubiak, Wrona, Drzyzga, Nowakowski, Kurek i Ignaczak. Wyciągnęli wszystko na stolik i rozsiedli się w kółeczku.
- Czemu zawdzięczam waszą wizytę? - zapytałam otwierając paczkę chipsów i siadając między Andrzejem i Fabianem.
- Booo..
- Chodzisz zła jak osa. - dokończył za Nowakowskiego Kurek.
- I co w związku z tym? Każdy może mieć gorszy dzień. - odparłam.
- Kobiety nawet raz na miesiąc regularnie. - powiedział Wrona zanim zdążył ugryźć się w język.
- Śmieszy cie to Wrona? - zapytałam coraz bardziej wkurzona.
- On nie miał nic złego na myśli. - powiedział Cichy.
- Ty go bronisz? No to proszę. - wstałam otworzyłam drzwi i dodałam. - Dziękuję wam za przemiłą wizytę, ale jednak musicie się wyspać. - popatrzyłam na nich wyczekująco.
- Jest dziewiętnasta kobieto. - szepnął Michał. Zaczynałam się robić purpurowa ze złości.
- Panowie. - powiedział Igła ostrzegawczym tonem, a do mnie zwrócił się spokojnie. - Aluś, usiądź z nami i spędźmy razem trochę czasu. - poprosił.
- Nie chcecie wyjść to spoko, sama stąd pójdę. - rzekłam i wyszłam z pokoju. Udałam się do Bartmana. Zapukałam do pokoju, ale nikt nie odpowiadał. Weszłam więc.
- Zbysiu, mogę? - krzyknęłam w stronę pokoju. Odpowiedziała mi cisza. Nie było go na łóżku, więc zamknęłam drzwi i ułożyłam się w łóżku któregoś z chłopaków. Załączyłam TV i nie wiedząc kiedy zasnęłam.

Obudził mnie budzik. Chciałam go wyłączyć, ale nie mogłam znaleźć mojego telefonu. Podniosłam się na łóżku. Po prawej stronie było łóżko i ktoś na nim spał. Nie byłam w swoim pokoju. Jeśli nie w moim to w czyim? Twarz wielkoluda odwróciła się w moją stronę.
- Dzień dobry. - usłyszałam od Bartmana.
- Heeej? - ziewnęłam. - Co ja tutaj robię i gdzie jest Kubi? - zapytałam.
- Wyszedłem wczoraj wieczorem z łazienki z myślą, że dołączę do imprezy chłopaków w twoim pokoju, ale zastałem cie w łóżku Michała. Nikt nie miał serca cię budzić iii... Chyba się troszkę bali, ale nie wiem czego, no i tak wyszło, że ty spałaś tutaj, a Michał u ciebie. Koniec historii. - Opowiadał zaspany atakujący.
- No to teraz wstajemy i na trening. - powiedziałam i szybko powędrowałam do siebie do pokoju. Wpadłam przez drzwi i ujrzałam smacznie śpiącego Kubiaka. - Wstawaj! - krzyknęłam. Biedaczysko tak sie przestraszył, że spadł z łóżka.
- Co? Kto? Gdzie? - pytał wstając i rozglądając się na boki.
- Ty. Teraz. Wstajesz i idziesz do siebie się ubrać. - powiedziałam, widząc, że siatkarz był w samych bokserkach.
- Bożeeeee, kobieto jesteś nieznośna. - powiedział idąc do drzwi z koszulką i spodenkami w ręce. Rzuciłam w niego poduszką. - Ała!
- Nikt nie kazał wam wczoraj do mnie przychodzić.
- Martwimy się...
- Spadaj! - przerwałam mu. Nie mam pojęcia dlaczego mnie tak wszystko denerwowało. Planowałam wyżyć się na treningu. Wskoczyłam więc w czysty dres i pobiegłam na śniadanie. Dosiadłam się do wujka. Nikt nie raczył mnie zaczepić.
- O której trening? - zapytałam.
- Za godzinę. - uzyskałam odpowiedź od Fabiana. Postanowiłam iść biegać. Pół godzinki wystarczyło by mnie rozluźnić. Idealnie zdążyłam na trening zrobiłam z nimi rozgrzewkę i poszłam na siatkę sędziować. To wtedy zdałam sobie sprawę, dlaczego jestem na nich taka zła. Przerwa od treningów nie wzmocniła ich tak jak myśleliśmy. Spadła im forma. Zaczęłam po nich krzyczeć, żeby dali z siebie wszystko na treningu. Nie byłam jednak zadowolona z wyników...
- Czemu się nas tak uczepiłaś dzisiaj? Przecież dajemy z siebie wszystko. - zapytał Wrona obejmując mnie ramieniem kiedy szliśmy do szatni.
- Bo widzę spadek formy. To, że pokonaliście Amerykanów nie znaczy, że z Bułgarami tez wam pójdzie jak z płatka, szczególnie że grają u siebie i mają doping publiczności. - powiedziałam spokojnie, ale odtrąciłam jego ramię i przyspieszyłam kroku.
- Spokojnie Ala, damy radę. - powiedział kiedy już byłam parę kroków przed nim. Nie odwróciłam się, tylko pomyślałam: "mam nadzieję".

***
13 lipca 2013r.
Właśnie zabrzmiał ostatni gwizdek meczu Polska - Bułgaria. Przegraliśmy. Drugi raz na bułgarskiej ziemi. Odpadamy z Ligi Światowej. Gorycz porażek czuję na języku. Wrona przyszedł się przytulić. Pogłaskałam go po plecach. Fabian także, a później cała drużyna. Wyglądali jakby uszło z nich powietrze.
Już po pierwszej porażce wyglądali jakby ktoś ich zmielił w bułgarskiej maszynce do mięsa. Teraz wyglądają milion razy gorzej. Szkoda mi ich. Przez ostatnie dni bardzo pracowali wiedząc, że miałam rację z ich podejściem. Nie udało się. Przetrawimy tę porażkę i do kolejnego turnieju staniemy z głowami wysoko podniesionymi w górę. Ja będę ich wspierać i towarzyszyć. Kocham moją rodzinę.
Po krótkiej odprawie w szatni wszyscy udaliśmy się do hotelu. Nikt nie rozmawiał. Nikt się nie śmiał. W autokarze była przerażająca cisza. Na hotelowym korytarzu nie mijał mnie rozchichotany Bartek, zakręcony Dzik czy bardzo głośny Zbyszek. Wszyscy siedzieli u siebie w pokojach. Sami. Ze swoimi myślami.
Postanowiłam im dzisiaj nie przeszkadzać. Położyłam się do łóżka lecz nie mogłam zasnąć. Ktoś zapukał. Wstałam otworzyć drzwi. Zobaczyłam Andrzeja. W samych spodenkach, boso. Odsunęłam się od drzwi nic nie mówiąc i wpuszczając go do środka. Spojrzałam na zegarek. 3 nad ranem. Super, jutro będziemy zombie.
- Przepraszam, że ci przeszkadzam. - szepnął. - Nie chciałem cię budzić.
- Nie spałam. - odparłam. - Siadaj. - wskazałam na łóżko i sama usiadłam po turecku patrząc na niego. Taki bezbronny Wrona, że bałam się go dotknąć, bo myślałam, że rozpadnie się pod moimi rękami. Rozkruszy się.
- Kłamałem Ala. - szepnął. Wmurowało mnie.
- Andrzej, ale...
- Daj mi powiedzieć, proszę. - przerwał mi. - Kłamałem, kiedy mówiłem, że wszystko po staremu i że jesteś tylko moją przyjaciółką. Ja nie wiem co mnie do ciebie ciągnie, staram się odegnać to uczucie i traktować cię jak siostrę, ale nie potrafię. - westchnął. - Wiem, że ty nie czujesz do mnie tego co ja do ciebie. Staram się nie okazywać ci nic więcej niż tylko przyjaźni, ale gdy widzę cię jak cierpisz, jesteś smutna, wesoła to wtedy... Mam ochotę chwycić cię w moje ramiona i nie puszczać. - popatrzył w moje oczy. Patrzyłam na niego osłupiała. - Jesteś bardzo ważną osobą w moim życiu i nie chcę cie stracić. Dlatego postanowiłem więcej ciebie i siebie nie okłamywać, bo tak robią przyjaciele. Mówią sobie wszystko. Wiem, że nie mogę liczyć na więcej. Po prostu cię kocham, Ala. - szepnął i musnął opuszkami palców mój policzek. Odsunęłam się gwałtownie, zbyt gwałtownie. Zobaczyłam jego zbolałą minę. Czemu poczułam motyle w brzuchu?!
- Andrzej. - przybliżyłam się do niego i dotknęłam jego ramienia. - Nie wiem dlaczego tak mam, że odpycham facetów na granicę przyjaźni. Też chciałabym więcej i wiem, że jesteś jednym z tych wyjątkowych facetów. Nic nie obiecuję, ale też cię kocham. Może nie tak silnie jak ty mnie, ale kocham cię i nie pozwolę cię skrzywdzić. - wyrzuciłam z siebie jakieś moje nieokiełznane myśli.
- Ala, czy ty właśnie..
- Nie będziemy razem na razie, ale chcę cię zauważyć jako kogoś więcej niż tylko przyjaciela. - westchnęłam. Wziął mnie w objęcia. Pocałował w czoło. Poczułam się bezpiecznie. Łzy nie wiem skąd same popłynęły po policzkach.
- Marzyłem o tym, żeby wziąć cię w ramiona i wyżalić się od momentu ostatniego gwizdka. - szepnął mi we włosy. Uśmiechnęłam się słabo.
- Chodźmy spać. - powiedziałam. Zaczął się zbierać. - Wolisz Fabiana? - zapytałam kiedy był przy drzwiach. Uśmiechnął się promiennie.


Następnego ranka wstaliśmy i poszliśmy na ostatnie śniadanie w Bułgarii. Zachowując się jak idealni przyjaciele w wyśmienitych humorach starający się zachować pozory jednak z magicznym przyciąganiem. Usiedliśmy z Igłą i Fabianem. Im również udzielił się dobry humor. Zadzwonił jednak mój telefon.
- Przepraszam was na chwilę. - powiedziałam do chłopaków i poszłam odebrać. - Tak, słucham?
- Alicja Ignaczak? - zapytał damski głos.
- Tak, przy telefonie.
- Wiem, że mieliśmy informować dopiero w sierpniu, ale co do pani nie mamy żadnych wątpliwości. - usłyszałam.
- Przepraszam, ale nie rozumiem.
- Och przepraszam, zapomniałam się przedstawić. - kobieta się zmieszała. - Tutaj Agnieszka Nowak, Sekretarka zarządu klubu DevelopRes. Została pani naszą nową przyjmującą. Gratulujemy! - wmurowało mnie. - Prosimy się stawić do hali Podpromie w Rzeszowie 1 sierpnia o godzinie 15 na pierwsze zebranie. - słyszałam że się kobieta uśmiecha. Zakończyłam rozmowę odwróciłam się w stronę chłopaków promiennie.
- Jestem nową przyjmującą K.S. Developres Rzeszów! - powiedziałam. Automatycznie wszystkim poprawiłam humor. Rzucili się na mnie z uściskami. Tonęłam w morzu rąk z świadomością, że wygrałam. W ciągu kilku dni dwie porażki i jedno, wielkie zwycięstwo!

środa, 18 lutego 2015

22. Ale klatę mam fajną?

Po tak emocjonującej, ale również wyczerpującej wygranej, jak na skrzydłach pojechaliśmy do Wrocławia na kolejne starcie z Amerykanami. Naszym celem była kolejna wygrana. Wszyscy wierzyliśmy w to, że nam się uda i nie było co do tego najmniejszych wątpliwości. Chłopaki ostro trenowali, aby pokonać przeciwników zza oceanu.
Na hali zaczęli się pojawiać ludzie, obie drużyny się rozgrzewały i przygotowywały do meczu. Wśród tłumów czuło się tą niesamowitą atmosferę, a widząc na trybunach same biało -czerwono ubrane osoby serduszko rosło w klatce piersiowej z dumy.
- Trzymaj kciuki. -szepnął mi ktoś prosto do ucha. Podskoczyłam i odwróciłam się w stronę intruza. Wrona uśmiechał się do mnie pokazując wszystkie zęby.
- Jak kiedyś przez ciebie zawału dostane to nie będę wam kibicować. - powiedziałam z wyrzutem na co zaśmiał się. - Leć orzełku walczyć. - dodałam i poklepałam go po ramieniu.
- Jestem wroną i orłem w jednym. - zaśmiał się.
- No to powodzenia ptaszku. - zaśmialiśmy się.
Punktualnie o 20:25 rozpoczęła się walka. Po trochę ponad dwóch godzinach pokonaliśmy drugi raz Amerykanów. Usatysfakcjonowana publika świętowała i czekała na to kiedy siatkarze podejdą do najlepszych kibiców. Razem z resztą sztabu poprzybijałam piątki wszystkim zawodnikom. Celowo unikając wzroku Fabiana, który intensywnie się na mnie patrzył. Tak, po ostatniej rozmowie nie miałam ochoty na pogawędki z nim.
- Gratuluję. - szepnęłam starając się nie patrzeć mu w oczy.
- Możemy porozmawiać później? - zapytał. Musiałam na niego spojrzeć. Niebieskie oczy prześwidrowały mnie.
- Dobrze. - spuściłam wzrok. Przeszedł obok i poszedł w stronę widowni. Odetchnęłam głęboko. Spojrzałam za nim. Czeka mnie ciężka rozmowa. Usiadłam na ławeczce próbując się skupić na statystykach trzymanych na kolanach.
- Coś się dzieje? - podskoczyłam wyrwana z myśli. Spojrzałam w lewo, ale wiedziałam, że ujrzę znajome niebieskie oczy. Westchnęłam.
- Nie wiem jak mam poprowadzić pewną rozmowę. - przyznałam się. Patrzyłam na przeciwległą cześć boiska gdzie Wrona otoczony wianuszkiem fanek rozdawał autografy. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Z Fabianem? - zapytał wujek. Popatrzyłam na niego zdziwiona. Skąd on u licha wiedział?
- Jak się domyśliłeś?
- Tylko z nim nie rozmawiasz. Cały pobyt w Spale z nim miałaś kryzys. Unikasz go... - wyliczał.
- Tak, ale... On się we mnie zakochał, a ja nie chcę go ranić, bo ja nie chcę mieć chłopaka i nie kocham go. Znaczy kocham, ale tak samo jak was wszystkich. Nie wiem jak mam mu to przekazać żeby mnie zrozumiał. - westchnęłam i oparłam łokcie o kolana, a dłonie o czoło. Poczułam jego dłoń na moim ramieniu. Nie podniosłam wzroku na niego tylko wpatrywałam się w parkiet.
- Aluś, jesteś dzielną dziewczynką, a Fabian nie jest głupi i na pewno spróbuje cie zrozumieć. - pogłaskał mnie czule po głowie. Podniosłam się i uśmiechnęłam słabo. - Pamiętaj, że zawsze możesz do mnie przyjść jak z nim porozmawiasz.
- Pamiętam. - powiedziałam i przytuliłam się do jego boku. - Kiedy wylatujemy do Bułgarii?
- Dziewiątego, a teraz wracamy prosto do domu, a później Okęcie i lecimy. - powiedział. Zauważyłam, że bardzo cieszy się, iż wróci na nieco ponad dwa dni do domu rodzinnego w Rzeszowie.
- Mogę jechać z Tobą? - zapytałam niepewnie, przecież mój dom jest w Warszawie, a prawdziwy dom to reprezentacja. Wujek popatrzył na mnie z dziwną miną.
- Aluś, dlaczego ty zadajesz takie głupie pytania? Oczywiście! Mój dom jest Twoim domem. - uśmiechnęłam się szeroko. Czyli wracamy dzisiaj do domu? Kiedy ja z nim pogadam?
- O której wyjeżdżamy? Dzisiaj?
- Chciałbym. Jutro z samego rana. - powiedział. Uśmiechnęłam się. Czyli czeka nas i tak noc w hotelu. Będzie czas porozmawiać z Fabianem. Fani domagali się, aby jeden z najlepszych libero na świecie zrobił sobie parę fotek z nimi, więc wujek całując mnie w czoło poszedł w ich stronę. Ja stwierdziłam, że przebiorę się z moich "służbowych" dresów. Poszłam do szatni i wskoczyłam w zwykłe czarne rurki, czarna bokserkę i narzuciłam koszulę. Związałam włosy w wysokiego koka. Wyszłam na przejście między szatniami i zderzyłam się z kimś.
- Czy ja zawsze muszę na ciebie wpadać? - zadałam pytanie tej wielkiej istocie.
- To przeznaczenie, kochanie. - odpowiedział.
- Już ci coś mówiłam o tym twoim "kochaniu". - odparłam.
- Igła jeszcze mnie nie zabił, więc jest dobrze. - zaśmiał się.
- Dobra Wronek, idź już się umyć i przebrać.
- Nie podobam ci się w tym stroju? - zrobił zdziwioną minę.
- Nie o to chodzi, ale... - pokazałam mu palcem żeby się zniżył. - Cuchniesz Wrona. - zaczęłam się śmiać,a ten strzelił udawanego focha i zniknął za drzwiami szatni. Tradycyjnie już usiadłam na kafelkach i czekałam na tę bandę zwycięzców. Po jakimś czasie zaczęli wychodzić tłumnie próbując mnie zaciągnąć do autokaru, jednak ja czekałam na jedną osobę. Tylko wujek kiwnął mi ze zrozumieniem głową i dyskretnie pokazał kciukiem na szatnię. Jednak po kilku minutach nadal nikt z niej nie wychodził. Stwierdziłam, że sama tam wejdę. Zobaczyłam go w spodniach od dresu i z koszulką w ręce. Rozmawiał przez telefon.
- ... nie mam ochoty. Mówiłem ci, że nie chcę się z tobą widzieć. - spojrzał w moją stronę. - Muszę kończyć. Cześć.
- Przepraszam, nie chciałam ci przerwać. - wyrzuciłam z siebie starając się nie patrzeć na niego. - Czekałam na korytarzu na ciebie, ale..
- Czekałaś na mnie? - przerwał mi. Chyba go troszkę zdziwiłam.
- Taaak, no ale chyba pójdę. - odwracałam się do drzwi jednak Fabian zareagował błyskawicznie i chwycił mnie za rękę, pociągając do siebie. Wpadłam na jego nagą klatkę piersiową i popatrzyłam prosto w jego oczy.
- Mieliśmy porozmawiać. - szepnął. Wyrwałam się z jego ramion. Odwróciłam się do niego plecami.
- Racja. Ja nie wiem Fabian co do mnie czujesz, ale ja nie czuję nic do ciebie więcej niż głęboka przyjaźń. Zrobiłabym dla ciebie wszystko i zabiłabym każdego kto by cię skrzywdził, ale... - odwróciłam się do niego twarzą. - Zrobiłabym tak dla każdego z chłopaków. Traktuje was jak braci, rodzinę. - zbliżył się. - Po prostu spróbuj mnie zrozumieć. Nie umiem tego wytłumaczyć. Inne dziewczyny w moim wieku uganiają się za facetami, są żadne pocałunków, miłości, a mi? Mi wystarcza wasza przyjaźń, nasze wspólne przygody. Zależy mi na karierze. Chciałabym kiedyś reprezentować Polskę na różnych turniejach. - zaszkliły mi się oczy. Bardzo możliwe, że w tym momencie łamię mu serce. - Ja cię nie chcę skrzywdzić, ale też nie chcę udawać, że cię kocham. Nie chcę udawać, że chcę i czuję coś więcej.
- Ala. Dziękuję za szczerość. - przytulił mnie do siebie. Łzy popłynęły po policzkach. - Nie płacz, przecież ja cię kocham. Rozumiem i doceniam, że jesteś szczera. Jesteś cudowna i w ogóle fajna, piękna, inteligentna, z poczuciem humoru i cholernie się cieszę, że mogę cię teraz przytulać. Przyjaciółko. - spojrzałam na niego spod mokrych rzęs. Uśmiechał się. Pocałował mnie w czoło. - Ale klatę mam fajną, co? - zaśmialiśmy się.
- Hmm.. Dwa na dziesięć. - zaczęłam się śmiać i uciekać do drzwi. Oberwałam koszulka w głowę.
- Ja ci dam dwa na dziesięć.
- Lepiej się ubierz! Jedziemy do doooomu! - powiedziałam i wyszłam na korytarz, żeby poczekać na Fabiana i iść spokojnie do autokaru.

piątek, 11 lipca 2014

21. By odlecieć... Spodkiem.

Otworzyłam zaspana oczy. Na początku nie wiedziałam co się dzieje, a później skojarzyłam fakty. Wrona przy drzwiach, zatrzymałam go i kazałam mu ze mną zostać z karę, że wybrał taki horror. "Częściej muszę oglądać z Tobą horrory" - powiedział wczoraj. Ta jasne, żebym później znowu pozwoliła mu zostać na noc. Nie ma tak dobrze. Spojrzałam w górę. Jego niebieskie ślepia patrzyły na mnie. Ziewnęłam.
- Nie patrz na mnie jak śpię. - powiedziałam zaspana.
- Słodko tak wyglądasz. - powiedział uśmiechając się. Zaśmiałam się.
- Która godzina kapitanie Wrona? - chciałam się odwrócić, ale jego mocne ramię mnie trzymało.
- Jest za pięć ósma. - powiedział. Westchnęłam. Czas się zbierać na śniadanie. Wstałam i wpadłam do łazienki. Szybka poranna toaleta. Związałam włosy w luźny warkocz, spakowałam rzeczy do kosmetyczki i wyszłam do pokoju, nie spodziewając się zamieszania.
- Gdzie byłeś całą noc? - zapytał Fabian.
- Tutaj? - odparł. Rozgrywający zrobił oczy jak spodki.
- Nie no chyba sobie jaja robisz. - nie dowierzał, aż nagle stał się agresywny. - Jeśli jej coś zrobiłeś to poż...
- Dzień dobry Fabian. - nie dałam mu skończyć. - Co ty tutaj robisz? - zapytałam Fabiana, a później spojrzałam na Andrzeja. - I co ty tutaj jeszcze robisz?
- Przyszedłem szukać Wrony, ale widzę, że niepotrzebnie się martwiłem. - powiedział i wyszedł szybko. Spojrzałam tylko, a gdy zamknęły się drzwi, następnie skierowałam swój wzrok na półnagiego Wronę. Co jak co, ale klatę miał fajną.
- A ty? - zapytałam siatkarza.
- Koszulkę mam w łazience. - szybko wziął brakującą część garderoby i ubrał na siebie. Przelotem musnął mnie w policzek i wyszedł. Ech faceci. Wskoczyłam szybko w krótkie spodenki i bokserkę, na nogi wrzuciłam trampki i wyszłam na śniadanie.

Wchodząc do restauracji zobaczyłam, że miejsce przy wujku na mnie czeka. Szybko skoczyłam po bułki dla mnie i podeszłam do stolika wujka, Łukasza i Fabiana.
- Dzień dobry panowie. Jak tam minęła nocka? - zapytałam.
- To chyba my powinniśmy o to zapytać. Jak tam? - zaśmiał się wujek zajadając kanapkę.
- Wyśmienicie. - odpowiedział Fabian zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. Zmierzyłam siatkarza wzrokiem.
- Skąd wiesz? - zadziwił się wujek.
- On nic nie... - chciałam powiedzieć, ale młodszy rozgrywający mi przerwał.
- Wrona nie wrócił na noc do pokoju, poszedłem go szukać i znalazłem go u Ali. - powiedział beznamiętnym tonem Fabian. Rzuciłam mrożące spojrzenie. Jak mógł o tym gadać. Niby żadna tajemnica, ale wiedziałam jaka będzie reakcja wujka.
- Andrzej u mojej Ali?! - zdenerwował się.
- Sama kazałam mu zostać. - powiedziałam, żeby nie było żadnej sprzeczki. Fabian razem z wujkiem i z milczącym Łukaszem spojrzeli na mnie ze zdziwieniem.
- Czy wy... - chciał zapytać wujek. Pokręciłam głową.
- Nie jesteśmy razem, nie spaliśmy ze sobą. Kazałam mu zostać, bo się bałam po tym horrorze. Zadowoleni, a teraz jeśli pozwolicie nie mam już ochoty na jedzenie. - wstałam i odstawiłam nietknięte jedzenie. Zabrałam się do pokoju z zamiarem spakowania reszty rzeczy. Kiedy wkurzona składałam resztę ubrań usłyszałam pukanie. To był Fabian.
- Czego chcesz? - zapytałam nie spoglądając na niego.
- Ala ja chciałbym...
- Przeprosić? - zapytałam gwałtownie się odwracając. - Fabian, nie zgrywaj się. Mam dość tego. Nie odgrywaj scen zazdrości. To nie podziała. Nie jestem zainteresowana, nigdy nie byłam, więc daj sobie siana z zalotami. - westchnęłam.
- Wczoraj jak się do mnie tuliłaś to Ci nic nie przeszkadzało. - rzucił z wyrzutem.
- Jesteś moim przyjacielem. To chyba normalne, a jak nie to przepraszam już nie będę. - prychnęłam.
- Andrzeja kochasz. - stwierdził.
- Tak. - potwierdziłam. Usłyszałam, że Fabian zaciąga głęboko powietrze. - Jak brata. - spojrzałam na rozgrywającego. Albo mi się zdawało, albo ujrzałam ulgę na jego twarzy.
- Aha. - usłyszałam tylko.
- Zbiórka za 15 minut. - oznajmiłam. - Idź do siebie. - powiedziałam bezbarwnym głosem.
- Ok... - usłyszałam z bliska. Odwróciłam się. Fabian chwycił mnie w ramiona i szybko musnął moje usta. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć jego już nie było. Usiadłam na łóżku czując, że od tego wszystkiego zaczyna mnie głowa boleć.

W autobusie do Spały usiadłam obok wujka, wkładając słuchawki do uszu. Oparłam się o szybę starając się nie myśleć o niczym i zatracić się w muzyce, która bardzo głośno rozbrzmiewała w moich uszach. Nagle ktoś mnie zaczepił. Przestraszyłam się i spojrzałam spod byka na Zbyszka. Ściągnęłam słuchawki.
- Co jest tak ważne Zbysiu, że musiałeś mi przerwać mój seans muzyczny? - zapytałam z ironią.
- Zagrasz z nami w durnia? - zapytał podnosząc karty do góry. Pokręciłam głową.
- Nie mam humoru. - powiedziałam. Zbyszek odpuścił za to mój wujek tylko przyjrzał mi się uważnie.
- Chcesz o tym pogadać? - zapytał. Pokręciłam przecząco głową i znowu zatopiłam się w świecie muzyki.

***
3 lipca 2013r.
Nasz wesoły autobus mknął ze Spały prosto do Katowic gdzie Reprezentacja miała rozegrać mecz z USA. Cały pobyt w Spale unikałam zarówno Fabiana jak i Andrzeja nie chcąc rozmawiać o niczym. Całe dnie spędzałam w pokoju wujka, rozmawiając z nim o wszystkim. Wyjawiłam mu także dlaczego nie chcę rozmawiać z Fabianem i Andrzejem. Oczywiście Igła nie był zadowolony gdy dowiedział się o rywalizacji kolegów z drużyny, więc poparł mnie w tym, żebym na razie z nimi odpuściła sobie kontakt. Więc oprócz zdawkowych odpowiedzi na proste pytanie nie miałam z nimi kontaktu. 
Tym razem postanowiłam z chłopakami zagrać w tego durnia. Zaczęli tłumaczyć mi zasady.
- Rozdajemy całą talie i ta osoba, która ma w talii 9 kier rozpoczyna następnie każdy zgodnie z ruchem wskazówek zegara dokłada po jednej karcie. Np. na 9 możesz położyć 10, ale na 10 nie możesz położyć 9. - tłumaczył Zbyszek, a ja patrzyłam na niego jak na debila.
- Ale patrz jak masz na przykład w rekach wszystkie cztery damy, to możesz je od razu wszystkie na raz wyłożyć, tylko musisz pamiętać, że możesz je wyłożyć tylko na dupka, dziesiątkę, albo dziewiątkę. - tłumaczył Marcin Możdżonek. Zaczynałam gubić się w zasadach.
- Nie ogarniam. - powiedziałam.
- Pójdzie ci lepiej w praktyce. - stwierdził wujek i siatkarze rozdali również mi karty. Po trzech rozdaniach, w końcu przestałam przegrywać i pojęłam zasady tej prostej gry. Kiedy po raz trzeci z rzędu jako pierwsza skończyłam turę siatkarze zaczęli się przyjaźnie śmiać i uśmiechać. Kilkanaście rozdań i wygrywam z wielkoludami.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce słońce chyliło się już ku zachodowi. Wszyscy wysiedliśmy i czekaliśmy na zakwaterowanie. Siatkarze zajęli tym razem pół piętra trzeciego. Spojrzałam na numerek na kluczyku: 316. Zastanawiałam się kogo tym razem będę miała obok siebie. Szybko przekonałam się, że moje szczęście wynosi tylko 50%. Michał i Zbyszek w 315, a w 317 Wrona i Fabian. Westchnęłam. Postanowiłam się rozpakować, bo mieliśmy stąd wyjechać dopiero szóstego lipca aby udać się do Wrocławia.
Byłam przy układaniu spodni, gdy do mojego pokoju bez pukania wpadł Wrona i zamknął nas od środka.
- Andrzej co ty robisz? - zapytałam zdziwiona. - A poza tym mama nie nauczyła cię pukać? - oparłam ręce o biodra.
- Dlaczego się do mnie nie odzywasz? Co zrobiłem źle, no powiedz mi. Nie ogarniam. Odkąd wyjechaliśmy z Gdańska zachowujesz się inaczej, a miało być po staremu. To przez to, że razem spaliśmy? - zapytał z każdym zdaniem przybliżając się do mnie. Teraz stał już tylko pół metra ode mnie.
- Musiałam się od was odseparować. - przyznałam.
- Od nas? Jakich nas?
- Ciebie i Fabiana. - odparłam.
- Ale dlaczego? - dopytywał. Popatrzyłam w niebieskie oczy środkowego.
- Bo mam dość waszej chorej rywalizacji "o mnie". - zrobiłam zajączki z palców. - Nie jestem gotowa na żaden związek szczególnie z osobami, które traktuje jak moich braci. - usiadłam na łóżku.
- Jakiej rywalizacji Ala? - znowu zapytał Wrona.
- Fabian twierdzi, że cie kocham i że z tobą będę... To skomplikowane. - westchnęłam.
- Fabek się w tobie zakochał. - stwierdził Andrzej.
- Nie pocieszasz.
- Aluś, ty jesteś moja kochaną przyjaciółką i chcę cię mieć już zawsze jako przyjaciółkę. Jesteś tak ważna. - uśmiechnął się. Byłam z niego dumna, że zrozumiał i zaakceptował to, że z nim nie będę. Przytuliłam się do niego.
- Dziękuję. - szepnęłam.
- Za co? - zapytał zdziwiony.
- Za to, że jesteś. - odparłam. Zaśmiał się i jeszcze mocniej mnie przytulił.

***
Atmosfera w Spodku zaczynała się robić niesamowita, ludzie zaczęli zajmować swoje miejsca na trybunach czekając na starcie tytanów. Zapowiadał się ciekawy mecz. Chłopaki były w bojowych nastrojach, gotowi, by pokonać przeciwników zza oceanu. Mecz zaczynał się dopiero o 20:25, ale kibice już od 19 okupowali bramki. Polscy siatkarze rozgrzewali się na parkiecie, aby odpowiednio przygotować się do meczu, ja po raz kolejny spoglądałam na statystyki z ostatniego meczu biało-czerwonych oraz na statystyki i strategie z meczu USA z Bułgarią. Pewne było, że nie będą mieli identycznej taktyki jak w meczu z bałkańczykami, ale mogą stosować te same zagrania.
Amerykanie mieli wyjść tą samą szóstką, którą zaczęli mecz z Bułgarią. Ucieszyłam się, że na boisku zobaczę Resoviaka Paula Lotmana.
- Jakie mamy szanse Alicjo? - zapytał Kubiak zachodząc mnie od tyłu, przestraszyłam się.
- Michałku, macie takie szanse ile woli walki w sobie macie, czyli bardzo duże. - zaśmiałam się.
- Dobrze powiedziane, a coś więcej ze statystyk? - podpuszczał mnie.
- Statystykami meczu nie wygrasz. Serduchem wygrasz wszystko. - uśmiechnęłam się.
- Poetka. - skomentował i poszedł się dalej rozgrzewać.
Mecz rozpoczął się punktualnie. Nasi siatkarze w pierwszym secie pokonali Amerykanów bez większych problemów wygrywając do 22. Na boisku nawet pojawił się mój wujek, który grając na pozycji przyjmującego wzmocnił obronę w polskim zespole.
Drugi set przyniósł porażkę. Przegraliśmy do 19. Paul został zmieniony przez Ciarelli'ego, bo widać było, że Lotmanowi dzisiaj gra nie idzie.
Trzeci set był jak gwóźdź do trumny. Przegraliśmy go do 13. Spodek zaczął powoli cichnąć, a załamani siatkarze zaczęli schodzić z płyty boiska, aby przygotować się na czwartą partię meczu. Andrea im coś wyjaśniał, tłumaczył, denerwował się. Postanowiłam wkroczyć do akcji. Przeprosiłam trenera, bo chciałam coś im powiedzieć, udzielił mi głosu.
- Ej! Drużyna! Nie ma co się przejmować ostatnim setem. Fartem im się udało! Pamiętajcie, że SERCEM wygracie mecz, a nie jakimiś pierdolonymi statystykami. Tak więc do boju! I walczcie o każdą piłkę jakby miała być tą ostatnią! - miałam nadzieję, że choć trochę podniosło ich to na duchu. Jak się okazało 4 seta graliśmy na przewagi. Razem z resztą drużyny z kwadratu dla rezerwowych krzyczeliśmy, żeby grali sercem. Wygraliśmy seta 30 do 28! I tak właśnie Polacy pokazali wolę walki!
Czekał nas tylko tie-break, w którym siatkarze obu drużyn walczyli do końca przyprawiając nas o zawał serca, bo kolejny raz grali na przewagi. Słysząc jak cały Spodek po raz kolejny woła "OSTATNI, OSTATNI!" siatkarze spięli się i wygraliśmy!
Gdy tylko piłka dotknęła parkietu Amerykanów cały Spodek zaczął szaleć tworząc tą niezapomnianą, nie do pobicia aurę.
SPODEK ODLECIAŁ, a my razem z nim.

środa, 9 lipca 2014

20. Chcemy by wszystko było jak dawniej.

Biegłam ile sił w nogach. Załapałam Andrzeja przed autokarem. Pociągnęłam go na stronę tak, żeby nikt nas nie widział ani nie słyszał. Zdziwił się kiedy przyparłam go do muru.
- Nic mnie nie łączy z tym dupkiem. Powiedziałam mu, żeby o mnie zapomniał. Nie chcę się z tobą kłócić przez niego, bo jesteś dla mnie bardzo, bardzo ważny. nigdzie nie znajdę już takiego drugiego przyjaciela. Andrzej jesteś jednym z nielicznych, którym ufam w stu procentach. Nie chce tego stracić nigdy, rozumiesz? Chce żeby było jak dawniej. Wspólne wieczory, filmy, wygłupy, śniadania, rozmowy. Niby zachowujemy się tak samo a jednak inaczej. Już nie jest tak jak dawniej, bo... - mówiłam, ale on przerwał mi w pół zdania.
- Wiem Ala, ale już nigdy nic nie będzie takie samo. Ludzie się zmieniają. - powiedział to takim lodowatym tonem. - Ja też się zmieniłem.
- Jak się zmieniłeś? - zapytałam czując że bije mi serce jak oszalałe. Popatrzył prosto w moje oczy, nachylił się. Byłam kłębkiem nerwów czekając na to co powie.
- Bo Ala... Ja jestem... Gejem. - szepnął. Popatrzyłam na niego jak na idiotę, a ten wybuchnął śmiechem i śmiał się w niebogłosy. Oberwał za to w klatkę piersiową.
- Bardzo śmieszne Wrona, bardzo śmieszne. - odwróciłam się od niego udając obrażoną idąc w stronę autokaru. On podbiegł i przerzucił mnie sobie przez ramie śmiejąc się. Zaczęłam się śmiać, a później wierzgać, żeby mnie puścił. On zaczął się kręcić wokół własnej osi, aż mi się zakręciło w głowie.
- Zaraz się porzygam, puść mnie! - krzyknęłam. Postawił mnie na podłożu. Musiałam opanować swój żołądek. Przytulił mnie i szepnął:
- Ty też jesteś dla mnie ważna. Wszystko po staremu Alicjo. - chwycił mnie pod rękę i oboje dołączyliśmy do reszty rozweselonej kompanii. Oczywiście nie obyło się bez gwiazdy wieczoru czyli boomboxa, który wprawiał nas tylko w coraz lepszy nastrój. Chłopaki śpiewali polskie przeboje, nie obyło się również bez hitu "Ona tańczy dla mnie", który przyprawiał mnie o ból głowy.
Zsolidaryzowałam się z tymi głupkami i do hotelu wchodziłam trzymając za ramię Fabiana i Michała Kubiaka śpiewając wakacyjny hit.
Czekała nas ostatnia noc w hotelu, aby następnego ranka wyjechać do Spały, by 3 lipca stawić się w Katowicach. Znając moich przyjaciół spodziewałam się jednak nieprzespanej nocy. Nie pomyliłam się. Tuż przed pierwszą zwalili się do mnie siatkarze. Piotrek, Bartek, Michał, Zbyszek, Fabian, Wrona, Igła, Zatorski i Żygadło.
- Jak Andrea się dowie, że tutaj jesteście to jutro na siłowni dostaniecie wycisk. - pogroziłam im palcem kiedy każdy znalazł sobie jakiś kącik u mnie w pokoju.
- Zawsze mamy wycisk, czym tu się przejmować? - powiedział Pit. No cóż. Musiałam spędzić wieczór z tymi wysokimi chłopcami, którzy już po chwili zaczęli smęcić czy nie mam coli i czegoś słodkiego.
- No ale Ala, my wiemy, że ty zawsze masz zapasy. - nudził Zbyszek zbliżając się niebezpiecznie do mojej torby.
- Wy macie dietę, nie zapominajcie o tym. - powiedziałam.
- Ala no weź, raz sobie możemy pozwolić... - tym razem wujek włączył się do rozmowy.
- No nie wiem. Później tutaj... - poklepałam zbudowany brzuch Bartka. -... zamiast kaloryfera będzie oponka i spadek formy.
- Nic nie będzie Alutka. - powiedział Fabian.
- Wszystko jutro wypocimy. - obiecał Łukasz.
- Kochanie no proszę... - Wrona zrobił oczy kota ze Shreka, a reszta załogi popatrzyła się na nas jakby nas pierwszy raz widzieli. Oczywiście pomyśleli, że jesteśmy parą. Zaczęłam się śmiać z miny wujka.
- No i co ja mam z Wami zrobić? - podniosłam ręce wysoko w geście kapitulacji.
- Daj nam jeść! - krzyknął Paweł na co się roześmiałam. Chłopaki nie mieli pojęcia, że zrobiłam dla nich niezłe zapasy i przygotowałam się na tę okazję. Podeszłam do szafy mając ją już otworzyć, kiedy odwróciłam się do niej plecami, opierając się i zasłaniając drzwiczki.
- A jaki film oglądamy? - zapytałam.
- Już o to się nie martw. - usłyszałam Andrzeja. - Coś specjalnie dla ciebie. - uśmiechnął się chytrze. W duchu jęknęłam. Dobrze wiedziałam, że to horror. Ujrzałam też minę Fabiana, uśmiechnęłam się do chłopaka. Oboje baliśmy się horrorów.
Otworzyłam szafę tak, żeby żaden z wielkoludów nie zobaczył zawartości i wyciągnęłam plastikowe kubeczki rzucając im, żeby się podzielili. Ja w tym czasie wyciągnęłam zapas coca coli, soku pomarańczowego i chipsy, których miałam pięć rodzai. Chłopakom rozszerzyły się źrenice.
- Aluś, nasz skarb. - poderwał się z miejsca Piotrek i mnie wyściskał.
- Kochanie... - to znowu Wronek się odezwał i znowu ujrzałam dziwne spojrzenie wujka w jego stronę. Sam Andrzej wyszczerzył się. - ... wiem, że chowasz tam coś słodkiego. - roześmiałam się i wyciągnęłam resztę z szafy czyli różne rodzaje ciasteczek i 2 duże czekolady.
- Jesteś wielka. - powiedział Paweł kiedy podałam mu do rąk dużą Milkę. Usiadłam obok wujka.
- A nie zapomniałaś o mnie? - szepnął mi na ucho.
- Nie. - odszepnęłam. - Zajrzyj pod poduszkę. - zaśmiałam się cicho. Kiedy usłyszałam, że też się śmieje to znaczyło, że znalazł haribo. Wrona znowu majstrował przy telewizorze, aż w końcu zaczęło się.
Widząc Fabiana usiadłam przy nim i chwyciłam go za rękę.
- Przejdziemy przez to razem. - szepnęłam.
Zobaczyliśmy napis na ekranie: "Klątwa". Oboje jęknęliśmy, a po drugiej stronie pokoju usłyszeliśmy chichot Zbyszka i Kurka.

***
Gdy skończyła się ostatnia scena siedziałam już wtulona w Fabiana drżąc ze strachu. Wiedziałam, że czeka mnie długa nieprzyjemna noc, choć było już po trzeciej. Siatkarze zaczęli się zbierać. Wszystkie przekąski zostały zjedzone. Zostały tylko ciasteczka i sok pomarańczowy.
- Dobranoc.
- Dobranoc.
- Dobranoc.
Każdy się żegnał. Wujek przytulił mnie do siebie i powiedział:
- Pamiętasz gdzie jestem jakby cie jakieś potwory goniły? - zapytał i roześmiał się.
- Bardzo śmieszne. - naburmuszyłam się. - Na pewno do ciebie nie przyjdę.
- Oj idź już spać. Śniadanie o 8:30. Dobranoc Ala. - szepnął i cmoknął mnie w policzek.
- Dobranoc wujku. - pomachałam mu zamykając drzwi. Byłam pewna, że jestem sama. Przerażająca perspektywa, ale zauważyłam w łazience światło. To mnie jeszcze bardziej przeraziło. Jednak po horrorach nie powinnam zostawać sama. Kiedy z łazienki wyłoniła się głowa Wrony. Odetchnęłam z ulgą.
- Co moje Kochanie się boi? - zapytał. Zaśmiałam się.
- Lepiej się hamuj, bo mój wujek kiedyś cie zabije wzrokiem. - roześmialiśmy się oboje. Postanowiliśmy trochę ogarnąć pokój z resztek papierków i jedzenia, bo oni nie potrafią po sobie sprzątać.
- Ale tobie nie przeszkadza, że mówię do ciebie kochanie. - stwierdził.
- No jasne, że nie mój pysiaczku słodziaczku. - powiedziałam jak do dziecka i zrobiłam mu "puci puci". Roześmialiśmy się. Rozejrzał się po pokoju.
- Skończyliśmy. Będę się zbierał. - przytulił mnie. I zaczął odchodzić do drzwi. Ja wciąż mając sceny z filmu nie zastanawiając się powiedziałam:
- Andrzej, zaczekaj! - odwrócił się. Popatrzył na mnie i zamknął dopiero co otwarte drzwi.

niedziela, 6 lipca 2014

19. Starcie tytanów.

DZIEŃ DRUGIEGO MECZU Z ARGENTYNĄ

Napięcie przedmeczowe było odczuwalne od samego rana, ale teraz nastąpiła kumulacja. Ergo Arena wypełniona po brzegi i obie drużyny na parkiecie przygotowywały się do meczu. Postanowiłam odgonić od siebie nerwy i zapanować nad nimi, więc wzięłam do rąk statystyki. Patrzyłam na taktykę jaką zastosuje nasza drużyna w tym spotkaniu. Nagle ktoś odchrząknął. Podniosłam głowę i ujrzałam atakującego. Odłożyłam papiery na swoje miejsce.
- Hi Ivan.
- Hi. Who will win the match? - zapytał bojowym tonem. Zaśmiałam się.
- Poland! Poland! - krzyknęłam klaszcząc w dłonie.
- Castellani! - usłyszeliśmy głos trenera Argentyny.
- I must go. - szepnął i nachylił się, żeby mnie pocałować w policzek jednak szybko się odsunęłam. Co to byłyby za plotki! Nie miałabym życia.
- Stop! Go to your coach. - powiedziałam. Ociągał się. - Now! - dodałam z naciskiem.
- Ok. See you later. - odparł i posłał mi buziaka w powietrzu. Pokręciłam z dezaprobata głową śmiejąc się z niego. Odwracając się w stronę mojej drużyny spotkałam się wzrokiem z Andrzejem. Odwrócił wzrok sekundę po tym jak nasze spojrzenia się skrzyżowały, jednak dobrze wiedziałam, że obserwował całą sytuacje z Ivanem. Prychnęłam. Nadal chce mnie kontrolować? Niedoczekanie jego.

~*~

Mecz przebiegł po naszej myśli. Wygraliśmy z Argentyną. Ergo Arena została usatysfakcjonowana. Po ostatnim gwizdku podbiegli siatkarze ściskając się ze sztabem. Mnie w objęcia porwał najpierw wujek, który zaczął mi się drzeć do ucha, później Kubi, a później Wrona, którego się nie spodziewałam, jednak euforia złagodziła moją złość na niego. Kręcił mnie wokół siebie, aż zaczęłam piszczeć. Postawił mnie na parkiecie i zaczął mówić:
- Ala, przepraszam. Przepraszam, że zachowywałem się jak totalny dupek. Przepraszam, że chciałem cię kontrolować, ale krew mnie zalewa kiedy widzę cię z tym łamaczem serc. Nie chcę żebyś przez niego cierpiała. Nie będę się już wtrącał w twoje życie. Wybaczysz mi? - popatrzył ślepiami kota ze Shreka. Przytuliłam go, a on zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku.
- Jesteś moim przyjacielem. Masz prawo się martwić o mnie. Nie jestem już zła. - uśmiechnęłam się promiennie do niego. Chyba kamień spadł mu z serca, bo odetchnął.
- Nie lubię się z tobą kłócić. - powiedział.
- Ja z tobą też. A teraz migiem., nie zaniedbywać fanów. - zaśmiałam się. On też zaczął się śmiać i poszedł do kibiców.
Nie mogłam uwierzyć w to, że Wronek przyznał się do tego, iż popełnił błąd kontrolując mnie. Nie każdy facet zdobyłby się na coś takiego. Nie mogłam już być na niego zła. Był w końcu moim przyjacielem. Spojrzałam w jego stronę. Właśnie robił zdjęcie z jakąś blondynką, która go objęła. Coś mnie ukłuło. Zazdrość? Nie... Takie poczucie, że to ja mogłabym być na jej miejscu.
- Ala, coś ty taka zamyślona? - zapytał Zati, a ja aż podskoczyłam, bo mnie przestraszył.
- A myślę sobie o tym i o tamtym Pawełku, a ty czemu nie rozdajesz już autografów? - zapytałam z ciekawością.
- Bo woła cię tamten koleś. - wskazał głową w prawą stronę. Podążyłam wzrokiem za jego wskazówką. Nie miałam wątpliwości kogo zobaczyłam. Tomasz. Ochroniarz z Warszawy.
- Serio? - zapytałam libero, choć wiedziałam, że to prawda, bo Tomek uśmiechał się do mnie. Westchnęłam.
- Idź do niego, a ja wracam do fanów. - oznajmił Zatorski i oddalił się w stronę przeciwległego sektora. Podążyłam w stronę młodego chłopaka, któremu banan z twarzy nie schodził. Czego ten koleś chce ode mnie? Nie wiedziałam, że ktoś może być tak przyjaźnie nastawiony do osoby, która go zbeształa na pożegnanie ostatnim razem.
- Ala, cześć! - krzyknął mi przez gwar tłumu i przytulił mnie do siebie. Niechętnie się uśmiechnęłam i lekko poklepałam go po plecach. W końcu mnie puścił.
- Cześć Tymek! - z udawaną radością powitałam ochroniarza nie na służbie.
- Tomek - poprawił mnie. - Ale nie ważne. Jak ci się pracuje z reprezentacją? - zapytał jakbyśmy się znali tysiąc lat. Wcale nie miałam ochoty na rozmowę z nim.
- Ej o co ci chodzi koleś?

W tym samym czasie. Andrzej.
Cholera, co się ze mną dzieje? Jestem zazdrosny o każdego faceta w jej towarzystwie oprócz Igły. Nawet trener wzbudza u mnie skrajne emocje kiedy ją widzę jak z nim rozmawia. Czy mogę zakochać się jak nastolatek bez pamięci? Przecież, Ala to moja przyjaciółka. TYLKO przyjaciółka!
Taaa.. Wmawiaj sobie dalej Wrona, wmawiaj sobie dalej. Zazdrosny jestem nawet o tego buca, z którym teraz rozmawia. Najchętniej wygarnąłbym mu.
O czym ja myślę?! Ogarnij się Andrzej i kończ rozciąganie.
Skoro już sam siebie poprawiam musi być źle, ale nie mogę przestać o niej myśleć.
-She will never love you. - usłyszałem z góry. Już miałem zapytać o co chodzi, ale zobaczyłem tylko odchodzącą sylwetkę Castellani'ego.
Wiedziałem, że osoba o której mówił to ta długonoga brunetka, która właśnie zaczęła wymachiwać rękami przed nieznajomym. "Jeszcze się przekonamy Castellani" powiedziałem w myślach i podszedłem do dziewczyny.

Ala.
- No chyba ci się coś pomyliło! - krzyknęłam nie zważając na resztę kibiców pozostałych na trybunach. - Facet poznałam cię tylko dlatego, że byłeś ochroniarzem, a ja musiałam się dostać do wujka. Nie jestem ci niczego winna, więc odwal się. - już miałam odchodzić, kiedy ten chwycił mnie za rękę i znowu odwrócił przodem do siebie.
- Ty tylko drobnostka dla ciebie, a dla mnie całe życie! - prosił.
- Drobnostka?! - krzyknęłam. Nie puścił mnie, ale ktoś mnie uwolnił.
- Zostaw ją! Nie widzisz, że Ala nie chcę z tobą gadać? - krzyknął mój wybawiciel.
- Myślisz, że jak zgrywasz bohatera Wrona, to Ala na ciebie poleci? Nie dla psa kiełbasa. - wypowiedział Tomek. Przeczuwałam co tu się może stać i dlatego szybko chwyciłam w pasie mojego przyjaciela i powiedziałam:
- Nie warto, to jeszcze dzieciak. - twarz Andrzeja powoli się rozluźniała. Rzucił ochroniarzowi tylko pogardliwy uśmiech i odeszliśmy od niego. Jak dobrze, że go nie pobił. A mało brakowało. Usiedliśmy na krzesełkach.
- Czego on od ciebie chciał? - zapytał po chwili. Roześmiałam się.
- Nie uwierzysz. Etatu w reprezentacji. - kiedy to powiedziałam oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Po chwili już cała reprezentacja się zleciała i wszyscy razem mieliśmy niezły ubaw z młodego ochroniarza. Wszyscy się rozeszli, tylko Andrzej strasznie się ociągał. Reprezentacja Argentyny nadal pozostała na boisku.
-Wronek o co chodzi? - zapytałam środkowego podchodząc do niego. Strasznie przybity stał się po tym spotkaniu z Tomaszem.
- Czuje się jak kretyn. - odparł wzruszając ramionami. Popatrzyłam na niego podejrzliwie.
- Dlaczego?
- Wiesz Ala czego potrzebuję? - zapytał. Zaprzeczyłam kręcąc głową. - Żebyś mnie przytuliła. - uśmiechnęłam się do niego, wspięłam się na palce i przytuliłam go bardzo mocno. Sama się w niego wtuliłam. Nie miałam pojęcia o co chodzi, ale jeżeli pomagał mu mój uścisk to nie miałam zamiaru się powstrzymywać przed okazaniem mu uczuć. Podniósł mnie tak, że moje oczy znalazły się na wysokości jego oczu.
- Powiedz mi co się dzieje Andrzej. - poprosiłam. On tylko się uśmiechnął. Nie powiedział nic tylko wtuliła się we mnie, a później zaczął mnie kręcić wokół własnej osi. Zatrzymaliśmy się i śmiejąc się nie wiadomo z czego popatrzyliśmy w stronę drużyny Argentyny. Ivan patrzył na nas, uśmiechnęłam się do niego, ale tego nie odwzajemnił.
- Nie jest ciebie wart. - szepnął mi na ucho Wrona i poszedł do szatni. Ja nadal patrzyłam na Ivana, który odwracał się w druga stronę i myślałam o tych słowach Andrzeja. Kiedy odwróciłam się w stronę wyjścia z hali zobaczyłam jak znika w korytarzu. Zebrałam wszystkie papiery i jak zwykle udałam się aby poczekać na chłopaków. Tym razem nie w korytarzu tylko na dworze.

~*~
Chłopaki bardzo długo nie wychodzili. Zaczynałam się martwić. Kiedy w końcu łaskawie ruszyli dupy zobaczyłam, ze wśród nich brakuje środkowego.
- Gdzie Andrzej? - zapytałam wujka. Popatrzył na mnie mądrym wzrokiem i powiedział, że ma jeszcze jakąś sprawę do załatwienia. Postanowiłam sprawdzić tę sprawę. Weszłam do środka i ukryłam się za winklem. Usłyszałam podniesione głosy.
- She will never love you.
- Shut up, Castellani!
- You're not good enough for her! - poznałam głos Ivana. Wyczuwałam mocne spięcie.
- Ala is not for you, motherfucker. - usłyszałam Andrzeja.
- You're too old. Thats hurts Wrona. Am I right? - wyczułam w głosie Ivana szyderstwo. Wiedziałam, ze muszę wkroczyć do akcji szybko podbiegłam do Andrzeja, ale nie zdążyłam. Uderzył Argentyńczyka, a ten wylądował na ścianie. Szybko chwyciłam rękę Andrzeja zanim wymierzył kolejny cios. Popatrzył na mnie ze zdziwieniem, a Ivan zaczął się śmiać chociaż stróżka krwi pociekła mu z nosa. Szybko podeszłam do Ivana i otarłam mu krew chusteczką higieniczną. On się uśmiechał i patrzył mi w oczy, ale mnie nie było do śmiechu. Co Wrona sobie wyobrażał? Widać było, że Castellani go prowokuje do takiego zachowania. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć.
- Thank you Honey. - powiedział Ivan i pocałował mnie w policzek. Szybko się odsunęłam. Odwróciłam się w stronę Andrzeja. Zobaczyłam tylko jego przepełnione bólem oczy. Szybko odwrócił się i poszedł do wyjścia.
- What are you fucking doing?! - krzyknęłam na Ivana. Nie chciałam ranić mojego przyjaciela, a ten debil chciał wszystko zniszczyć. nie pozwolę na to. Ivan jest dla mnie nikim, a Andrzej jest bardzo ważny.
- Shhhh... I'm your prince, you're safe. Wrona isn't good for you. - powiedział z przekąsem. Nawet nie zdążył spostrzec kiedy na jego policzku wylądowała moja dłoń pozostawiając czerwony ślad.
- It's over Castellani. You're an idiot! - wykrzyknęłam i pobiegłam w stronę Andrzeja mając nadzieję, że go dogonię.

piątek, 7 marca 2014

18. Wścibstwo ludzi.

- Ivan! It's too fast! - krzyknęłam w stronę atakującego. Zdziwił się jeszcze bardziej, jakby nie zrozumiał moich słów.
- Hey, don't be shy. - dotknął mojego policzka. Odsunęłam się, ale czułam, że moje policzki przybierają kolor pomidora. Zaczynał mnie ten koleś wkurzać.
- I CAN'T! I met you yesterday. Do you realy think I'm so fast? We can be friends. - wyrzuciłam z siebie oburzona.
- Just friends? - zapytał zdziwiony.
- Yes. - odparłam.
- Friends like Wrona? - popatrzył na mnie uważnie.
- No. - zaprzeczyłam szybko. - Wrona is a unusual friend. Just one in the World. - zapatrzyłam się w zachodzące Słońce.
- Can we try? I like you more than friend. - kolejny raz się zbliżył. No jemu nie dao się tego normalnie wytłumaczyć? Ma dojść do rękoczynów, żeby chłopak zrozumiał? Ta, a później reprezentacja będzie miała problemy, że sztab szkoleniowy przeciwnej drużyny pobił zawodnika Argentyny. Nie potrzebne mi takie kłopoty, więc muszę mu to po raz kolejny wyjaśnić.
- Castellani, don't you understand? I like you, but I don't love you. Understand? We can stay friends. Just friends. - wymachiwałam przy tym rękami i to dało efekt komizmu tej scenie. Uciszył mnie. Pokiwał głową ze zrozumieniem. Odetchnęłam, bo już miałam mu ochotę przywalić. Pospacerowaliśmy jeszcze wzdłuż brzegu. Było spokojnie i rozmawiałam z Ivanem jakby sytuacja sprzed kilku chwil nie zaistniała. Byłam mu za to wdzięczna. Dotarliśmy do hotelu. Wymieniliśmy się numerami telefonów i już miałam iść kiedy Ivan pociągnął mnie za rękę, delikatnie objął w pasie i pocałował w policzek. Poczułam, że oblewam się szkarłatem.
- Good bye, Alice. - szepnął. W odpowiedzi uśmiechnęłam się i pognałam do pokoju po drodze wpadając na Wronę. Zmroził mnie spojrzeniem i poszedł dalej. Zacisnęłam pięści. Wpadłam do mojego pokoju jak burza. Czemu Andrzej potrafi zrąbać humor nawet kiedy miałam taki dobry wieczór?
Poszłam wziąć szybki prysznic i przebrałam się w spodnie dresowe i bokserkę. Kiedy weszłam z turbanem na głowie do głównej części pokoju prawie dostałam zawału i cicho pisnęłam.
- Nie bój się mnie - zaśmiał się mój nieoczekiwany gość.
- Co ty tutaj robisz? - zapytałam ściągając ręcznik z włosów. Wyglądałam zapewne jak czarownica, ale przecież on widywał mnie już w gorszym stanie.
- Jak to się witasz z wujkiem? - zaśmiał się po raz kolejny, ale zaraz spoważniał.
- Czemu zawdzięczam twoją wizytę? - zapytałam także z poważną miną. Wiedziałam, że coś się szykuje i nawet domyślałam się o kim będzie ta rozmowa.
- Jak się udała randka z Castellanim? - wypalił prosto z mostu.
- Który ci powiedział? - zapytałam, a później ogarnęłam i wstałam zdenerwowana zanim jeszcze zdążył odpowiedzieć. - Wrona! Wiedziałam. Zawsze wtrąca się nie w swoje sprawy! - z frustracji rzuciłam ręcznikiem przez pół pokoju, a ten uderzył w drzwi.
- Powiedziałabyś mi, czy musiałbym się dowiedzieć z gazet? - zapytał. Usiadłam na łóżku. Popatrzył na mnie z góry.
- To było zwykłe spotkanie na kawę. - wyrzuciłam z siebie.
- Wiesz, że Argentyńczycy są zupełnie inni, mają zupełnie inne charaktery niż my. A Ivan jest przystojnym facetem, który przyciąga wiele kobiet i to wykorzystuje. Po prostu jest kobieciarzem! Miej to... - nie zdążył dokończyć, bo pociągnęłam go za rękę w stronę drzwi i wyprosiłam z pokoju krzycząc:
- Odwalcie się wszyscy od niego!
Osunęłam się na podłogę, a kilka łez potoczyło się z moich oczu. Wujek jeszcze kilka razy próbował się dostać do mojego pokoju. Nie dałam się.
Nie jestem małym dzieckiem, czemu wszyscy chcą mnie kontrolować, mówić co mam robić, z kim się zadawać? Dobra mam jeszcze 16 lat, ale chyba mam prawo wyboru jak każdy człowiek?
Ale kto to zapoczątkował? Furia zapłonęła w moim organizmie. Wstałam z podłogi i nie zważając na wszystko wpadłam do pokoju Wrony. Akurat wychodził z łazienki w samych spodenkach i mokrych włosach. Uśmiechnął się kpiąco i powiedział:
- Randka z Castellanim się udała, czy mam Ci pokazać jak zachowuje się prawdziwy facet?
Tego już było dla mnie za wiele. Popchnęłam go w stronę pokoju, zatoczył się do tyłu, ale nie upadł. Zdziwił się moim zachowaniem.
- Ty dupku! Kto ci pozwolił ingerować w moje życie?! Mówiłam żebyś się w nie nie wtrącał, ale ty masz zawsze rację?! Wielki pan Wrona! - popchnęłam go z całej siły tak, że wylądował na łóżku. Nie zastanawiając się długo skoczyłam na niego i przykleszczyłam go do łóżka. Chwyciłam poduszkę i zaczęłam go tłuc pierzem. - Nie pozwolę, żebyś niszczył mi moje prywatne życie! Idioto! - pierze latało już wszędzie. Nagle chwycił mnie za nadgarstki i odwrócił tak, że teraz ja leżałam, a on patrzył na mnie z góry przytrzymując ręce. Spojrzałam mu w oczy. Wcale nie był zły, raczej rozbawiony. Uśmiechał się lustrując moją twarz.
- I czego się cieszysz kretynie?! - warknęłam nie mogąc się ruszyć. Nie odpowiedział tylko niebezpiecznie zbliżył się do mnie. Mój oddech stał się płytki, a serce przyspieszyło. Jego niebieskie oczy pojawiły się tak blisko, że dokładnie widziałam ich głębie. Już prawie nie łapałam powietrza w płuca. Zbliżył się jeszcze bardziej tak, że nasze nosy stykały się. Nagle pożałowałam, że przyszłam tutaj. Puścił moją prawą rękę o pogładził mój policzek cały czas patrząc mi w oczy. Chyba zrobiło mi się gorąco i duszno. Nagle pochylił się nad moim uchem i szepnął:
- Przy Castellanim tego nie czułaś, co? - nawet nie zdążył się zorientować kiedy jego policzek zrobił się cały czerwony i zostały na nim odbite moje palce. Chwycił się w bolące miejsce, a ja się uwolniłam i podbiegłam do drzwi. Gdy już je miałam otwarte zobaczyłam, że stoi przy wejściu do części sypialnej nadal trzymając się za policzek, ale uśmiechając się. Pokazałam mu środkowy palec i wyszłam trzaskając drzwiami.
Wpadłam do mojego pokoju jak burza i rzuciłam się na łóżko. Znowu łzy frustracji popłynęły po policzkach. Usłyszałam dźwięk sms-a. Podniosłam się niechętnie i przeczytałam wiadomość: 
"Good night my beautiful Alice. xo"
Dzięki jednej krótkiej wiadomości zasnęłam z uśmiechem na ustach.

~*~

- Ala! Wstawaj! Mamy do pogadania! - usłyszałam rozkaz Kubiaka, kiedy wpadł do mojego pokoju z samego rana. Miałam ochotę go udusić. Otworzyłam oczy i popatrzyłam na niego jak na idiotę.
- Jak cię kocham, tak ci przywalę za tą pobudkę. - powiedziałam ziewając i siadając na łóżku. Zobaczyłam, że Michał jest wkurzony i trzyma na kolanach laptopa otwartego na jakiejś stronie. Od razu poznałam plotkarską stronę o sportowcach, a pod informacją przy której było około dwadzieścia wykrzykników znajdowało się zdjęcie. Moje i Ivana, kiedy mnie pocałował.
- Wytłumaczysz mi to? - zapytał Kubiak. Popatrzyłam w jego oczy, które chroniły się za warstwa szkła.
- Nie ma powodu, dla którego musiałabym Ci się tłumaczyć. - odparłam wkurzona.
- Bratasz się z wrogiem! - zarzucił mi.
- On nie jest moim wrogiem! - krzyknęłam. - Poza tym między nami nic nie ma. - zapewniłam, a Michał tylko pokazał na zdjęcie widniejące na ekranie komputera. - Ivan sobie za dużo wyobrażał. Spławiłam go, przynajmniej na razie.
- Jak to na razie? - zapytał. Wstałam i kolejnego siatkarza wyrzuciłam z mojego pokoju. Tym razem nie krzycząc. Musiałam policzyć do dziesięciu, żeby się uspokoić. Szybko przebrałam się i skierowałam do hotelowej restauracji na śniadanie.
 Przy czteroosobowym stoliku siedział wujek, Kubiak i Wrona. Jedno miejsce jakby czekało na mnie, jednak ja skierowałam się do stolika, przy którym siedział Fabian. W oddali zobaczyłam, że Ivan się do mnie uśmiecha. Odwzajemniłam to.
- Fabian, o nic nie pytaj. Błagam - powiedziałam do rozgrywającego na powitanie.
- Cześć, nie miałem zamiaru. - odpowiedział i uśmiechnął się promiennie. Odwzajemniłam to. - Smacznego, Alutka. - zaśmiał się, a ja razem z nim.
- Smacznego Fabi! - znowu się zaśmialiśmy i w ciszy skonsumowaliśmy posiłek. Jedyny nie chciał wiedzieć nic na temat Ivana i mnie. Chyba dlatego zdecydowałam się z nim pogadać. Kiedy szliśmy na nasz piętro opowiedziałam mu o tym jak mnie wkurzyli siatkarze swoim wścibstwem. Drzyzga wysłuchał mnie, a później tylko powiedział:
- Nie bądź na nich zła. Oni się tylko o ciebie martwią. Wiem, że to wkurza, ale dasz radę. - uśmiechnął się i poszedł do swojego pokoju.

*
Taka niespodzianka pod koniec tygodnia :) Jak Wam się podoba? Dobry rozdział, zły? Co sądzicie o Ivanie?  Co sądzicie o zachowaniu Wrony? Czekam na Wasze propozycje :)   IG.

PS Dedykacja dla mojej kochanej siostrzyczki ;*

środa, 26 lutego 2014

17. Argentyńska Krew.

Po dzisiejszym treningu szybko pognałam do pokoju pod prysznic. Właśnie wysuszyłam włosy i zostawiłam rozpuszczone. Lekki makijaż i trzeba znaleźć coś normalnego do ubrania. Nie zbyt elegancko, ale nie sportowo. Stwierdziłam, że czarne rurki, czarne balerinki, biała bokserka i bordowy sweterek będą idealne. Naszyjnik z serduszkiem i jestem gotowa, ale była dopiero 16:30. Nie mogę pojawić się zbyt wcześnie, bo pomyśli, że jestem nadgorliwa. Swoją drogą to ciekawe czy będziemy mieli o czym rozmawiać, czy będę się z nim nudziła. Wygląda na miłego i sympatycznego chłopaka, ale jaki jest naprawdę przekonam się za jakąś godzinkę. A ciekawość już mnie zżera.
- Hej Aluś. - wpadł do pokoju Wrona. Uśmiechnęłam się.
- Cześć Wronek. Co słychać? - zapytałam.
- Wpadłem zapytać czy oglądamy jakiś film, ale widzę, że gdzieś się wybierasz. Dokąd? - zapytał wścibski Andrzej.
- Umówiłam się z kimś. - odpowiedziałam i zaczęłam się bawić komórką. Nie chciałam się przed nikim tłumaczyć z tego co robię. Tym bardziej nie przed Andrzejem.
- Z kim? - dopytywał.
- Aż tak bardzo cię to interesuje? Nie masz swojego życia? Musisz się wtrącać w życie innych? - zapytałam lekko poirytowana.
- Jesteś moją przyjaciółką. Chcę wiedzieć komu mam obić mordę jeśli ten ktoś coś ci zrobi. Więc jak będzie? - odparł, a ja przewróciłam oczami.
- Z Ivanem się widzę. - przyznałam.
- Jakim Ivanem? Chyba nie Castellanim? - nie dowierzał.
- A właśnie, że z nim. Coś ci to przeszkadza? - wstałam. On też wstał. Niestety był dużo wyższy.
- On jest kobieciarzem, rozumiesz? Zabawi się tobą, a później cię rzuci. - podniósł głos.
- Nie powinno cię to interesować! Robisz mi sceny zazdrości? - zapytałam z sarkazmem.
- Nie! Po prostu się o ciebie martwię i nie chcę żebyś cierpiała! - wykrzyczał w moją stronę.
- To, że się z tobą nie umówiłam nie znaczy, że mam szlaban na randki! - krzyknęłam mu prosto w twarz. Jego szczęki się zacisnęły, oczy kipiały złością. W końcu się odezwał:
- A rób sobie co chcesz! - wyrzucił z siebie i trzasnął drzwiami. Usiadłam na łóżku, a dwie zbłąkane łzy frustracji wyrwały się spod powiek. Nienawidzę, gdy ktoś próbuje mnie kontrolować.

~*~

Wkurzona na Andrzeja schodziłam do  recepcji, w której umówiłam się z Ivanem. Przez tego debila z drużyny nie miałam już ochoty na spotkanie z atakującym Argentyny. Nawet nie myślałam o tym. Zraniłam Wronę, ale należało mu się za to, że próbował wtrącać się do mojego życia. To nie jest jego sprawa co ja robię, z kim się umawiam i kiedy. Moje życie. Ech... Nie powinnam teraz o nim myśleć. Jeszcze bardziej sobie pogorszę humor.
- Hi Ala. - usłyszałam od strony otwierającej się windy. Ujrzałam Ivana w ciemnych dżinsach i granatowym t-shircie, który podkreślał jego mięśnie.
- Hi. Are you stay here with your team? - zapytałam zaskoczona. Nie spodziewałam się w tym hotelu drużyny Argentyny.
- Yeah, on the fourth floor. - odpowiedział. - Shall we? - zapytał.
- We shall. - uśmiechnęłam się i wyszliśmy z hotelu.

~*~

- You're kidding - zaśmiałam się z anegdoty, którą mi opowiedział najprostszym angielskim. Kiedyś fanka podeszła do niego i zapytała czy nie mógłby zawołać ojca, bo chciałaby jego autograf.
- No! Seriously. I was so startled. But my dad was very happy. - uśmiechnął się. Właśnie kończyliśmy pić kawę, a wcześniej zjedliśmy ciacho.
- What kinds of films do you like? - zapytałam. Ciekawiło mnie czy mamy podobny gust filmowy do mojego.
- Horror, thrillers, sometimes dramas. - odpowiedział. - And you?
- Dramas, fantasy and romantic comedies. I hate horrors. - przyznałam.
- Por qué? - zapytał. Jak dobrze, że rozumiałam odrobinę hiszpański.
- Because Wrona one time watched horror with me, and since then I hate horror movies. That's whole story. - odpowiedziałam. Po jego twarzy przemknął cień.
- Who's Wrona? - zapytał. Spuściłam wzrok, mieszając resztę kawy łyżeczką.
- My friend - odpowiedziałam w końcu.
- Just a  friend? - uniósł jedną brew. Starałam się nie pokazać żadnych emocji.
- Yes. Wrona is just a friend - uśmiechnęłam się.
- Okay - też się uśmiechnął i dopił kawę do końca. - Do you want to go for a walk? - zaproponował.
- Yes, with pleasure. - odpowiedziałam. Wstaliśmy i udaliśmy się w stronę morza i zachodzącego słońca.

~*~

- There is so beuautiful! - powiedziałam z zapartym tchem kiedy patrzyliśmy na zachodzące słońce.
- Yeah... - szepnął Ivan. 
- Maybe not as beautifil as in Argentina, but I love it. - nadal patrzyłam na słońce, które chowało się za horyzontem.
- Here is perfecto, becouse you're with me. - powiedział.
- Stop kidding. In Argentina must be so much better. - odpowiedziałam i popatrzyłam w jego oczy. On chwycił manie za ramiona patrząc mi w oczy.
- Me gustas. Muy. - powiedział. Nie zrozumiałam zbyt wiele, ale to chyba znaczyło, że mnie lubi. "Muy" - bardzo. Przekonałam się, że moje interpretacja była prawdziwa kiedy mnie pocałował. Jakiś obserwator mógłby pomyśleć, że jesteśmy parą zakochanych, a nie znajomymi od wczoraj! Szybko się od niego odsunęłam. Nie wiem kto był bardziej zdziwiony, ja - tym, że mnie pocałował, czy on - tym, że nie oddałam pocałunku. Wiadome było tylko to, że oboje wpatrywaliśmy się w siebie z niedowierzaniem. Argentyńska krew, cholera jasna.





*
Ta dam! Jak Wam się podobało? 
Specjalna dedykacja dla Asi!
Irish Girl

sobota, 15 lutego 2014

16. Kawa.

- Ciekawe jak sobie poradzili Argentyńczycy z rozgryzieniem naszej taktyki. - mówił Jakub Jarosz do wujka.
- Nie uda im się to nigdy. - zaśmiał się mój chrzestny. Następnie zwrócił twarz w moją stronę i uśmiechnął się szeroko. - A moja droga bratanica jak się czuje przed zbliżającym się meczem?
- Bardzo dobrze. Będę patrzyła jak wyciskacie siódme poty na treningu przed meczem. Macie szczęście, że tylko 45 minut. - zaśmiałam się, a siatkarze zrobili ponure miny.
- Jesteśmy bojowo nastawieni! Pokonamy tych Latynosów. - wykrzyknął z pomiędzy tłumu Wrona.
- Przystojnych Latynosów. - dodałam, a Andrzej na mnie krzywo popatrzył. Uśmiechnęłam się szeroko w odpowiedzi.
Całą paczką poszliśmy na hale gdzie czekał już Andrea. Zrobili szybką rozgrzewkę i doskonalili kolejne elementy: zagrywkę, rozegranie, atak, przyjęcie. Po skończonym, krótkim treningu chłopaki się odświeżyli i znaleźliśmy się w małej i przytulnej sali gdzie był rzutnik. Usiedliśmy i słuchaliśmy Andrei i jego taktyki. Tłumaczył chłopakom, w którą stronę mają atakować, jakie słabe punkty ma rywal, na kogo powinni uważać i w czym są mocniejsi od Argentyńczyków. Teraz na rzutniku trenerzy pokazywali styl grania różnych zawodników. Nagle na ekranie pokazał się atak pewnego Argentyńczyka.
- Kto to jest? - zapytałam Fabiana, wskazując na chłopaka, który jakąś godzinę temu uderzył mnie drzwiami.
- Ivan Castellani. Atakujący Argentyny. - odpowiedział i nadal słuchał wskazówek trenera dotyczących zbliżającego się spotkania. Czyli tak miał na imię ten niezdara. Ivan, syn Daniela Castellani'ego. Nie mam zamiaru się przyznawać się chłopakom, że w jakimś sensie poznałam jednego z groźniejszych zawodników drużyny przeciwnej. Z resztą co może to interesować resztę drużyny. Oni są gotowi na starcie, nie mam zamiaru im przeszkadzać.
- A dlaczego pytasz? - zapytał po chwili rozgrywający. Popatrzyłam na niego, przyglądał mi się uważnie.
- Tak tylko pytam. Nie mogę? - uśmiechnęłam się.
- Podoba ci się - raczej stwierdził niż zapytał. Udawał, że uważnie słucha wskazówek Anastasi'ego.
- Pfff... - prychnęłam. - Nie znam go. Tyle co z rzutnika. - starałam się brzmieć przekonująco i naturalnie.
- Miłość od pierwszego wejrzenia też istnieje. - rzekł. Chciałam coś powiedzieć, ale uciszył mnie gestem ręki. Przewróciłam oczami i nadal słuchałam tego co ma do powiedzenia trener.

~*~

Rozpoczęło się spotkanie. Łuczniczkę kibice wypełnili po brzegi. W polskiej szóstce wyszli zawodnicy z numerkami 1, 2, 6, 9, 15, 16 i 18 na koszulkach. Pierwszy set przyniósł wiele emocji, bardzo wyrównane starcie, wygrane na przewagi 26:24. Nie omieszkałam zauważyć, że zawodnik Argentyny z nr. 2 przebywał w kwadracie dla rezerwowych i wszedł na boisko tylko na chwilę. W drugim secie gra naszej drużyny się pogorszyła i przegraliśmy do 19, tak samo trzeci set. W czwartym secie na płytę boiska wszedł Kojot, który zastąpił Zibiego. Nasza gra się polepszyła i wygraliśmy czwartego seta miażdżąc Argentyńczyków do 17. Teraz miał nastać emocjonujący tie-break, ale nasza drużyna wgniotła Argentynę w parkiet, wygrywając 15:8. 
Zobaczyłam, że chłopaki cieszą się okropnie. Następnie podali sobie ręce przez siatkę. Podbiegł do mnie Wrona, chwycił w ramiona i zaczął kręcić wokół własnej osi.
- Masz racje Wrona, noś mnie na rękach. Wariacie! - zaśmiałam się i mnie puścił, ale moja wolność nie potrwała długo. Tym razem w objęcia porwał mnie Kubiak szczerząc się przy tym. Kolejny Fabian chciał mnie zgnieść w swoich ramionach, aż w końcu mogłam przytulić najlepszego libero.
- Gratulacje wujaszku! - zaśmiałam się prosto do ucha Ignaczaka.
- Wygraliśmy to! - ucieszył się. Następnie obie drużyny rozluźniały mięśnie, a następnie powędrowali do czekających kibiców.
W tym czasie dostałam statystyki meczu. Zapakowałam je do teczki i planowałam dostarczyć Andrei. Widziałam, że grupka kibiców okupowała Dzika, Bartka, Zibiego oraz Wronę. Zaśmiałam się z tego co zobaczyłam. Wiem, że siatkarze są ważni dla tych kibiców. To ich autorytety, idole, albo po prostu super zawodnicy. Nie ma wątpliwości, że dzisiejszy mecz dostarczył wielu emocji. Choć jest już przed północą wytrwali kibice czekali na spotkanie z bohaterami meczu.
- Hi Beautiful. - usłyszałam z góry. Ujrzałam Ivana.
- Oh, Hi Ivan. How are you? - zapytałam uśmiechając się. Usiadł obok mnie.
- We lost it. - zrobił smutną minę. Poklepałam go po ramieniu.
- Someone must lose to someone could win. - powiedziałam poetycko. Zaśmiał się.
- True. - przyznał.
- My team is the best. - zaśmiałam się, a on przyjaźnie się uśmiechnął. - My name is Ala. - podałam mu rękę.
- Ivan. Ivan Castellani. - ujął ją w swoją ciepłą dłoń. - I want to know you. Do you want it too?
- Maybe. - odparłam na jego propozycję.
- Coffee and cake? When? Where? - zapytał.
- Tommorow? In Gdańsk? - zaproponowałam.
- Okay, I'll be waiting for you in hotel at 5 p.m. - uśmiechnął się.
- At the reception? - chciałam się upewnić.
- Yes. See you later, Beautiful Ala. - wyszczerzył się i wrócił do drużyny.
- Later. - odparłam sama do siebie. Zauważyłam spojrzenie Michała Winiarskiego, ale tyko puścił mi oczko. W odpowiedzi uśmiechnęłam się.

*
Taki nijaki ten rozdział, ale oddaje go w Wasze ręce :) Kamil i Zbyszek = bohaterowie :)
Całuję: IG ;*

wtorek, 11 lutego 2014

15. Bliższe spotkanie.

Wracać z Francji bez ani jednego zwycięstwa nie jest łatwo. W samolocie każdy miał ubrane słuchawki, albo czytał książkę, tylko ja z Andrzejem graliśmy w Angry Birds śmiejąc się przy tym na  pół samolotu. Gdy w końcu stewardessa zwróciła nam uwagę włączyliśmy film na laptopie Wronka, na którym w połowie zasnęłam. Obudziłam się, gdy wpadliśmy w małe turbulencje, ale ja oczywiście strachu się najadłam ogromnego. Andrzej zaczął się ze mnie śmiać za co dostał z pięści w ramię. Co zauważył Andrea i mnie okrzyczał. Wrona za to się roześmiał jeszcze bardziej. Popatrzyłam na niego znienawidzonym wzrokiem i strzeliłam focha.
- Ej no, Aluś, nie gniewaj się, bo jak znowu wpadniemy w turbulencje to nie będę cię przytulał. - zaszantażował. Wywróciłam oczami.
- Wcale się nie bałam. - zaprzeczyłam. On oczywiście zaczął się śmiać. Całe szczęście zaczęliśmy lądować. Za chwile nie wytrzymam z Panem Żartownisiem i jego poczuciem humoru. Wychodząc z lotniska rozmawiałam z Michałem na temat Moniki. Okazało się, że Dziku spodziewa się potomka. Oczywiście dowiedziałam się jako ostatnia, ponieważ reszta drużyny już zdążyła uczcić (pożarli cała pizzę bez mnie!) nowego siatkarskiego dzieciaka.
- Michał nawet nie wiesz jak się cieszę z waszego szczęścia. - zaczęłam podśpiewywać pod nosem. - Będę ciocią, będę ciocią. - reszta drużyny zaśmiała się na mój entuzjazm. Nikt nie był w humorze do żartów i anegdot. Każdy miał przed oczami dwie przegrane przywiezione z Francji. Wszyscy wiedzieli, że trzeba będzie ostro trenować i 28 walczyć w Łuczniczce z Argentyną. trzeba było wyrzucić z umysłu porażki z Żabojadami i ruszyć się na treningu. Z takimi myślami wracaliśmy do Spały.
- Jak tam? - zagadnął Fabian kiedy już wygodnie siedziałam w autobusie. Uśmiechnęłam się przyjaźnie nastawiona do rozgrywającego.
- Leci. Przygotowuje się mentalnie na wycisk na waszych treningach, bo czuję, że Andrea mi też nie popuści. - westchnęłam. - Zalazłam naszemu coachowi za skórę.
- A czym tak mogłaś zdenerwować naszego trenera? - przysiadł się zaciekawiony.
- Prawie sprawiłam, że przy nazwisku Wrona można by było wpisać injury. - zaśmiałam się z miny rozgrywającego.
- Chciałaś mu przywalić bejsbolem? - zapytał głupkowato. Zaczęłam się śmiać na cały autobus, a kiedy się uspokoiłam łzy spływały z kącików oczu. Przyglądała mi się cała reprezentacja. Tylko im pomachałam żeby sobie nie zawracali głowy moimi humorami. Gdy otarłam łzy i w miarę się uspokoiłam powiedziałam:
- Fabianku mój kochany, po pierwsze, skąd ja wzięłabym w samolocie kij do baseballa w SAMOLOCIE? Po drugie czy ty uważasz mnie za taką straszną? - zmierzyłam go, już miał zamiar się tłumaczyć, ale powstrzymałam go gestem. - Ja bym nawet muchy nie skrzywdziła. Ale jak mnie jakiś ptak wkurzy to mogę go lekko trzepnąć. I tak oto właśnie oberwał Wrona w ramię. - wyszczerzyłam się, a tym razem to Fabian wybuchnął śmiechem.
- Bo zaczniemy się ciebie bać Alu. - pogroził mi palcem rozgrywający.
- Ty się Fabi nie wymądrzaj. - ponowiłam gest Drzyzgi
- Ja ci dam "Fabi"! - zbulwersował się. - Jeszcze raz mnie tak nazwiesz, to zawsze będę do ciebie mówił Alutka. - zaśmiał się.
- Fascynujące. - powiedziałam rzeczowym tonem i razem się roześmialiśmy.

~*~

Miałam całkowitą rację, że Pan Anastasi da nam wycisk nie pomijając mnie. Trener dbał o moja kondycje i dyspozycje do gry odkąd dowiedział się, że byłam na naborach do DevelopRes-u. Szkolił mnie na mojej pozycji, gdy chłopaki mieli przerwę, a ja nie musiałam podawać piłek i sędziować meczy. Treningi miałam z nimi wspólne i dlatego dostałam karę za uderzenie Wronki. Dziesięć dodatkowych okrążeń. Stwierdziłam, że to niesprawiedliwe. Andrzej zaczął się śmiać, za co też dostał dziesięć dodatkowych kółek. Opanowałam się, żeby się nie zaśmiać, bo dostałabym kolejne kółka, albo znienawidzone przeze mnie pompki. Po 50 okrążeniach obowiązkowych na parkiecie zostałam tylko ja i ww. pan. Pan Wrona. Z nim nie może być normalnie. Nie potrafi się zachowywać jak dorosły tylko zaczął się ze mną ścigać. Ja, jako ambitna dziewczyna i walcząca o wszystko osoba (w końcu z rodu Ignaczaków) nie mogłam przegrać tak "ważnego" wyścigu z byle jakim ptakiem. Jednak i tak się okazało, że przez jego długie patyki (zwane też nogami) przegrałam na ostatnich metrach. Opadłam na parkiet przy reszcie siatkarzy i błagałam o wodę. Ktoś mi ją podał. W niebieskich oczach błyskały łobuzerskie iskierki. Wzięłam napój od środkowego, który się dosiadł do mnie.
- Ze mną nie da się wygrać. - pochwalił się. Spojrzałam na niego spod byka.
- Ty nie bądź taki pewny siebie. Jeszcze kiedyś cię pokonam, tylko się podszkolę. - zapewniłam.
- Czekam na ten rewanż, mała. - odparł wstając z parkietu.
- Mała to jest twoja pała! - krzyknęłam za środkowym. Reprezentacja wybuchnęła śmiechem, a on bez jakiegokolwiek cienia zakłopotania powiedział:
- Nie miałaś okazji się przekonać. - mrugnął w moją stronę. Czy on właśnie mnie zgasił? Dobra 1:0 dla Wrony. Zobaczyłam, że wujek krzywo patrzy na kolegę z drużyny. Podeszłam do Ignaczaka Senior.
- A niech się chłopak cieszy, że mnie zdissował. - powiedziałam. W tej chwili Andrea zarządził mecz i musiałam kolejny raz sędziować mecz.

~*~

Łuczniczka pojawiła się przed nami, ostatni trening przed meczem z Argentyną. Weszli do szatni, oczywiście ja jak zwykle zostałam na korytarzu i czekałam, aż oni z niej łaskawie wyjdą. Przechadzałam się po korytarzu tam i z powrotem. Nerwy zaczynały dawać o sobie znak. Zawsze tak było na kilka godzin przed meczem. Tuż po treningu na hale zaczną się schodzić pierwsi kibice, a wtedy nerwy już wezmą górę i będę musiała się uspokajać wszelkimi sposobami. Właśnie robiłam kolejna rundkę po korytarzu, kiedy niespodziewanie zaliczyłam bliższe spotkanie z drzwiami. Uderzyły mnie drzwi od szatni (a raczej ktoś mnie nimi uderzył!) i wylądowałam na tyłku. Czułam pulsujący ból na czole. No pięknie! Jakiś geniusz nabił mi guza.
- Lo siento. - usłyszałam. Spojrzałam w górę i ujrzałam jednego z Argentyńczyków. Nie byłoby to dziwne gdyby nie był w samym ręczniku i nie miał mokrych włosów.
- I don't understand. - zwróciłam się do przystojnego chłopaka z poziomu podłogi.
- Oh, I'm sorry. I can't speek english well. Are you okey? - zapytał z troską i podał mi rękę, by pomóc mi wstać.
- Yes, I'm fine. Good luck in match. - uśmiechnęłam się do chłopaka, który zaciągał po hiszpańsku.
- Thank you, Beautiful. See you. - mrugnął i wrócił do szatni. Wzniosłam oczy ku niebu. Przystojny był ten siatkarz, ale go nie kojarzyłam. Musze się dowiedzieć kim o jest.

*
Zapraszam na przeprosinowy rozdział, za to, że mnie tak długo nie było. Kolejny rozdział dopiero w weekend :) Pozdrawiam i komentujcie.
Irish Girl

sobota, 8 lutego 2014

14. Pierwsze starcie.

- No powiedz w końcu coś. - usłyszałam nad głową. Spojrzałam w oczy Andrzeja.
- Odjebało ci. Nigdy nie będziemy razem. Nie wiem co rozumiałeś przez tą przyjaźń, ale ja nie odwzajemniam twoich uczuć. Znaczy... Kocham cię, ale jak brata. Kolejnego brata. Przepraszam. - powiedziałam i pobiegłam za Fabianem. Nie mogłam go nigdzie znaleźć, aż w końcu Bartek powiedział, że poszedł do toalety. Skierowałam się więc w tamtą stronę. Czekałam przy wejściu, przecież nie mógł tam wiecznie siedzieć. Oparłam się o ścianę i czekałam. Widziałam, jak Wrona wraca do reszty grupy trochę przybity. Nie, nigdy nie będę z nim, ani...
- Co ty tu robisz? - zapytał Fabian, który właśnie wyszedł z męskiego.
- Czy mógłbyś zapomnieć o tym, że widziałeś mnie i Andrzeja w nieciekawej sytuacji? - zapytałam rozgrywającego.Popatrzył na mnie zdziwiony.
- To nie pochwalisz się, że masz chłopaka? - zadał mi pytanie. Wypuściłam głośno powietrze z płuc.
- Nie mam chłopaka. Nie mam i nie będę mieć. - powiedziałam akcentując "nie mam". - Przynajmniej na razie się na to nie składa. Nie poznałam jeszcze odpowiedniej osoby.
- Masz w okół samych facetów. Żaden nie jest odpowiedni? Każdego z tobą łączą te same pasje. - uświadamiał mnie.
- Tylko wszyscy są dużo starsi. Ja będę miała dopiero 17 lat! -oznajmiłam.
- Wiek to tylko liczba. - wyrecytował stara regułkę.
- Może i tak, ale ja was wszystkich traktuje jak braci, a kazirodztwo mi nie w głowie. Więc zapomnij o tym co widziałeś. - odparłam. Odeszłam w stronę wujka ze sztucznym uśmiechem na twarzy. Nie skapnął się, że coś jest nie tak ze mną. Czekał mnie nieprzyjemny wyjazd do Francji.

~*~

- Co się stało? - szedł za mną Michał Kubiak gdy mknęłam przez korytarz hotelowy we Francji. Przez całą podróż z nikim nie rozmawiałam, usiadłam nawet w samolocie z wujkiem i wykłócałam się z Łukaszem Żygadło o miejsce, a ten widząc moją zdeterminowaną minę ustąpił. Oczywiście wujek też chciał ode mnie wszystko wyciągnąć, ale nie dałam się. Pomogły mi w tym słuchawki i muzyka Zeusa. Nie to, że mu nie ufałam. Mogłam mu wszystko powiedzieć, ale nie chciałam spięć w zespole. Nie teraz przed meczami z Francuzami. Myślałam nad tym co zrobił Andrzej. Czy mogłam być aż tak ślepa, że nie zauważyłam Wrony czującego do mnie miętę? Czy dałam mu jakieś znaki, aby mógł pomyśleć, że jestem w nim zakochana? Owszem, jest przystojny, inteligentny, zabawny, szczery, potrafi mnie pocieszyć, ale jest dużo starszy. Same zalety, a jednak... Wiek to duża przeszkoda. Może tego nie widać, gdy jesteśmy starsi, ale teraz? Nawet nie jestem pełnoletnia, a on potrzebuje dziewczyny, z którą mógłby się ustatkować. Ala i Andrzej... Bez sensu.
- Mogłabyś mi w końcu powiedzieć o co chodzi? - zapytał wujek kiedy wpatrywałam się w okno. Popatrzyłam na niego.
- Chętnie bym ci powiedziała, naprawdę, ale nie chcę spięć. - wyznałam i westchnęłam patrząc znowu w rozciągający się kilometry pod nami ląd.
- Spięcia między nami czy między mną i zespołem? - zapytał. Trafił w sedno. Nie popatrzyłam na niego. Wiem, że gdybym spojrzała w te mądre i doświadczone oczy, powiedziałabym mu wszystko ze szczegółami.
- Nie chcę mieć przed tobą tajemnic, wujku, ale nie chcę żebyście byli rozkojarzeni czy pokłóceni przeze mnie. - powiedziałam w powietrze. Nie widziałam co robi wujek obok mnie, wiedziałam, że analizuje to co mu przed chwilą powiedziałam i wydarzenia minionych godzin.
- Chodzi o Andrzeja czy Fabiana? - zapytał. Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem. Jak mógł odgadnąć.
- Skąd...? - nie zdążyłam dokończyć pytania.
- Nie widziałaś, że Andrzeja do ciebie ciągnie? Przez ostatnie tygodnie spędzałaś z nim więcej czasu niż z resztą razem wziętą. Już nie mówiąc o tym, że zaniedbywałaś swojego chrzestnego. - uśmiechnął się pod nosem. Zdziwiłam się przez co jeszcze szerzej się uśmiechnął. Miał rację. W Spale tak dużo czasu spędzałam z Wronkiem, a nie zdawałam sobie z tego sprawy. Codzienne oglądanie filmów: komedii, filmów akcji, horrorów, dramatów, a nawet komedii romantycznych. Rano przed treningami przychodził po mnie, po treningach odprowadzał, a gdy tylko się zregenerował kolejny raz przychodził i wspólnie zawsze coś wymyślaliśmy. Nawet raz zasnął u mnie w pokoju.
- Dlaczego ja tego nie widziałam? - zapytałam zdając sobie sprawę, że praktycznie połowę dnia spędzałam z Andrzejem.
- Zadziwiające jak wiele względów miał ten środkowy u ciebie. Zadaj sobie pytanie kiedy ostatnio rozmawiałaś z Bartkiem, albo Kubiakiem. - poradził wujek. Próbowałam sobie przypomnieć, ale miałam w głowie czarną dziurę. Z Fabianem na lotnisku i dzień przed wylotem, ale z Michałem i Bartkiem chyba wtedy kiedy wróciłam z Rzeszowa.
- Nie pamiętam. - przyznałam ze spuszczoną głową.
- Widzisz. Teraz opowiedz mi co się stało. - poprosił. Zgodziłam się i wszystko mu opowiedziałam.

~*~

21 czerwca 2013r.
Mecz się jeszcze nie zaczął, a ja już byłam napięta jak struna. Chłopaki się rozgrzewali, przygotowywali na starcie. Od czasu przylotu do Francji nie rozmawiałam ani z Andrzejem, ani z Fabianem. Poświęciłam za to czas reszcie. Odwiedziłam Bartka i Pita w pokoju hotelowym, Zibiego i Michała musiałam wypraszać z mojego pokoju w pierwszy wieczór, bo te uparciuchy stwierdziły, że skoro są dwa łóżka to oni skorzystają z drugiego. W końcu na chama musiałam ich wypchnąć.
Drużyny weszły na płytę boiska. Siatka rozwieszona przez środek. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Czas na rozpoczęcie spotkania. Zacisnęłam mocniej kciuki. W podstawowym składzie Polski pojawili się: Nowakowski, Winiarski, Kurek, Bartman, Żygadło, Możdżonek i na libero Ignaczak.
Spotkanie nie rozpoczęło się dla nas dobrze. Przegraliśmy pierwszego seta dwoma punktami. Na przerwie razem z resztą sztabu szkoleniowego zaczęłam ich motywować. Poskutkowało. Drugi set był nasz! Jak się później okazało trzeci też. Wystarczyło wygrać jeszcze jedna partię. Czasami zerkałam w stronę kwadratu dla rezerwowych i za każdym razem moje spojrzenie krzyżowało się z wzrokiem środkowego z nr. 8. Czwartego seta przegraliśmy do 21. Nadszedł czas na bardzo emocjonujący tie-break. Polacy walczyli o wszystko i przegraliśmy. Emocje opadły. Łzy pojawiły się w moich oczach. Jakie życie potrafi być niesprawiedliwe. Wiem, taki jest sport, a jednak łzy popłynęły. Razem ze sztabem Francji podaliśmy sobie dłonie. Usiadłam zrezygnowana. Ktoś usiadł obok i mnie objął. Wtuliłam się w tego kogoś. Od razu poznałam środkowego. Nie przeszkadzało mi to, że kolejny potok łez popłynął na jego i tak mokrą koszulkę.Ochłonęłam. Włożyli tyle serca w parkiet, a przegrali. Niesprawiedliwe. teraz czeka nas analiza błędów i ich korekta.
- Ala pogadajmy, proszę. - powiedział Andrzej, gdy się odsunęłam. Patrzyłam przed siebie na kibiców jak obie reprezentacje rozdają autografy i robią sobie z nimi zdjęcia.
- Przepraszam, że nie jestem dla ciebie odpowiednia. - wykrztusiłam. Co miałam powiedzieć? Że chcę z nim być? NIE MOGĘ.
- Rozumiem, że wiek to dla ciebie problem i nie mam zamiaru naciskać, ale chociaż się ode mnie nie oddalaj. Bądźmy przyjaciółmi jak wcześniej. - zaproponował. Popatrzyłam w jego ufne oczy.
- Jasne Wronek, przecież nie mogłabym stracić takiego świrusa jak Ty. Z kim oglądałabym horrory? - zaśmiałam się. Zawtórował mi.


*
Wróciłam, nie umiem powiedzieć na jak długo. Nie umiem powiedzieć co jaki czas będę dodawała rozdziały, ale postaram się zostać aż do skończenia tej historii. Enjoy.
Irish Girl

piątek, 6 grudnia 2013

13. Francja, Warszawa - wysztko jedno.

Wstałam wczesnym rankiem gotowa walczyć o miejsce w drużynie. Ciocia Iwona ucieszyła się kiedy mnie zobaczyła, a dzieciaki jeszcze bardziej. Nie widzieliśmy się od świąt, a ja tak bardzo się za nimi stęskniłam. Wczoraj jeszcze młodzi tak mnie wymęczyli, że padłam jak mucha, ale teraz najważniejsze jest pokazać się z dobrej strony. Wszystko spakowałam do sportowej torby, związałam kucyka i ruszyłam w stronę hali. W głowie miałam milion myśli, że sobie nie poradzę, że będę tam niepotrzebna, że mnie wyśmieją. Milion najgorszych scenariuszy dzisiejszego "castingu". Chciałam jak najszybciej tam dojść. W słuchawkach słyszałam Małpę i Pezeta. Zatapiałam się w tekście uciekając od myśli. Weszłam na halę. Okazałam legitymacje i miła pani pokierowała mnie do szatni. W środku usłyszałam gwar rozmów. Nie skupiałam się na pojedynczych słowach. Skupiałam się na tym co będę musiała zrobić. jednak dziewczyny w szatni znały się, każda miała przynajmniej jedną znajomą, tylko ja jak ta sierota siedziałam sama. Szybko się przebrałam i poszłam wypełnić formularz. podałam tam wszystkie moje dane. Później dostałam przykaz udania się na swoją samodzielną rozgrzewkę. Zrobiłam wszystko co mi przykazali siatkarze i wszystko czego nauczyły mnie poprzednie doświadczenia. Czułam, że moje mięśnie są zdolne dokonać wielkich rzeczy.
Zanim skończyłam robić podstawowe czynności na sali zjawiły się także inne zawodniczki. Jedna szczególnie nie przypadła mi do gustu. Tleniona blondyna z dwoma przyjaciółkami po bokach jak straż przyboczna. Trzeba było jej przyznać, że wzrost miała odpowiedni do bycia siatkarka bo chyba 185cm. Na razie nie mogę jej ocenić siatkarsko, ale z charakteru się wywyższała.
Po dziesięciu minutach na boisko weszły trzy zawodniczki DevelopRes-u: kapitan zespołu, libero i atakująca. Przywitały nas bardzo serdecznie i chciały żebyśmy pokazały na co nas stać na zagrywce. Treningi z siatkarzami jednak się na coś przydały. Moja torpeda wpadła w narożnik boiska. Atakująca podeszła do mnie:
- Nieźle. - powiedziała. - Paula jestem. - przedstawiła się.
- Alicja. - odparłam.
- Na jakiej pozycji grasz? Atakująca? - zapytała. Pokręciłam przecząco głową.
- Przyjmująca. - uśmiechnęłam się.
- To będziesz rywalizowała z pięcioma dziewczynami. mamy tylko jedno miejsce. Chcesz tu być to się postaraj. - powiedziała rzeczowym tonem, a później mrugnęła do mnie przyjaźnie. Następnie Karolina - pani kapitan poprosiła, abyśmy zaprezentowały nasze przyjęcie. Paula zagrywała z przeciwległego końca boiska, a my, każda po kolei, musiałyśmy przyjąć tak, aby Karolina mogła rozegrać piłkę. Blondyna dobrze sobie radziła, powiedziałabym świetnie. Konkurencja, ale nie wiem na jaka pozycję startuje.
- Dobrze Sylwia. - pochwaliła blondynkę libero zespołu Paulina. Kiedy nadeszła moja kolej przyjęłam w punkt, aż Paula krzyknęła przez całe boisko:
- Dobrze Ala. - zarumieniłam się. Krew Ignaczaków w żyłach. Między mną a blondynka było napięcie. Widać było, że rywalizowałyśmy w tym treningu, szczególnie, że dowiedziałam się, że ona także chce być przyjmującą.Trening zakończył się po 1,5 godzinie. Zmęczone zagrywkami, rozegraniami, serwisami, atakami padłyśmy an podłogę. Dziewczyny z drużyny przyniosły nam wody.
- Do drużyny kwalifikuje się: jedna atakująca, jedna przyjmująca i jedna rozgrywająca. Do dziewczyn, które się nam najbardziej spodobały zadzwonimy w okolicach sierpnia. Dziękujemy wam za zaangażowanie. - powiedziała Karolina. Wszystkie dziewczyny z castingu zwinęły się do szatni tylko ja się wlekłam. nie wiedziałam czy wygrałam z blondynką tą potyczkę.
- Ala! - usłyszałam za sobą. - Poszło ci świetnie. Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy. - powiedziała Paula i poszła za koleżankami z DevelopRes, a ja powlekłam do szatni.

~*~

-I jak było? I jak było? I jak było? - usłyszałam od progu zanim jeszcze weszłam do recepcji. To te kochane mordki już na mnie czekały.
- A dacie mi w ogóle wejść? - zapytałam. Wrona wziął moją torbę i zaniósł ją do pokoju zanim zdążyłam zaprotestować. Sama powlekłam się za nim do mojej miejscówy. Oczywiście władował się cały tabun siatkarzy.
- Nie za dużo was tutaj? - kolejny raz zadałam pytanie kiedy już każdy znalazł sobie miejsce do siedzenia.
- Opowiadaj! - ponaglił mnie Kubiak.
- Ale nie ma czego opowiadać. Byłam, zaliczyłam trening i na odpowiedź będę czekała w okolicach sierpnia. Tyle. - odparłam i usiadłam na łóżku pomiędzy Wujkiem, a Drzyzgą.
- Musiało się coś ciekawego dziać. - Fabian namawiał do dalszego mówienia.
- Walczyłam o miejsce z Sylwią, taka tleniona blondyną, strasznie pewna siebie. Jestem prawie pewna, że ona dostanie miejsce w drużynie. - wyraziłam swoje obawy.
- Na pewno nie! - sprzeciwił się Kubiak.
- Jeszcze wszyscy przyjedziemy na twój mecz do Rzeszowa! - zapewnił Andrzej.
- Jesteś zdolna i masz to coś. Już widzę Cie w DevelopRes z nr 16 na plecach i nazwiskiem Ignaczak. - powiedział wujek. Oczy mi się zaszkliły. Czym sobie zasłużyłam na nich?

~*~

- Nie zdążymy na samolot! - gwar na korytarzu w hotelu "Champion" trwał. To dziś wylatywaliśmy do Francji na mecze z żabojadami. Przez ten czas starałam się zaliczać z chłopakami każdy trening, żeby utrzymać formę. Andrea był bardzo wyrozumiały w stosunku do mnie. Trzymał nawet kciuki za to, żebym się dostała do drużyny. To bardzo miłe z jego strony.
W końcu ruszyliśmy do Warszawy ze Spały. Wrona usiadł obok mnie. Dużo żartowaliśmy, ale w pewnym momencie jego twarz zaćmiła powaga.
- Co się stało Wronek? - zapytałam zaniepokojona.
- Musze ci coś powiedzieć. - powiedział. Popatrzyłam na niego zdziwiona.
- No to mów. - ponagliłam go.
- Tutaj jest za dużo ludzi. - odparł, a ja obejrzałam się po całym autokarze. Miał rację trochę ich było.
- Okey, to jak na lotnisku będzie chwila czasu to pogadamy. - zapewniłam. Znowu mu wrócił humor. Szybko jednak dojechaliśmy na lotnisko i ta rozmowa musiała zostać dokończona. odeszliśmy na bok tak, żeby nikt nas nie widział i nie słyszał.
- O co chodzi Andrzej? - po raz kolejny zapytałam. Niepokoiłam się o przyjaciela.
- Lubię jak do mnie mówisz Andrzej. - powiedział, a ja przewróciłam oczami.
- Do rzeczy Wronek. 
- Jak mówisz "Wronek" też lubię, lubię jak się uśmiechasz, jak się rumienisz, jak robisz wielkie oczy ze zdziwienia. Lubie jak grasz w siatkówkę, jak skupiasz się na każdym najmniejszym szczególe. Lubię twoje oczy, twoje włosy i perfumy. Lubię kiedy śpiewasz pod prysznicem, a nawet nie wiesz, że ktoś za ścianą cię może słyszeć. Lubię gdy się złościsz, krzyczysz, albo denerwujesz się na nas. Jesteś wtedy taka urocza. - Oczy mi wyszły z orbit.
- Andrzej o co ci chodzi? - nie usłyszałam odpowiedzi poczułam tylko jego miękkie usta na moich i jego silne ramiona oplatające mnie w pasie. Później jego dłoń w moich włosach. pod wpływem impulsu sama chwyciłam go za jego czuprynę, ale szybko się opamiętałam. Odsunęłam się od mojego przyjaciela patrząc zdziwiona w jego oczy. Ja rozumiem, że Francja, Paryż, miasto miłości, ale nadal jestesmy w Warszawie! Gdy odwróciłam wzrok, kątem oka zauważyłam Fabiana oddalającego sie szybko w przeciwnym kierunku.
O kurwa.



*
Dzień Dobry! Wszystkiego najlepszego z okazji Mikołajek! taki oto prezent dla Was mam :D
Liczę na to, że się cieszycie :) W tamtym tygodniu nie dodałam rozdziału, bo nie miałam czasu. ciesze się, że się do tego nie zadeklarowałam, bo mogłabym Was zawieść :) Ciekawa jestem Waszych opinii :) Czekam na komentarze, bo strasznie się za Wami stęskniłam.
Czy Wy tu jesteście?! :D
Irish Girl

PS Może z kimś się widziałam w sobotę (30.11) w Klubie Studio w Krakowie na koncercie? Jeśli tak to proszę o odzew :D